Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 grudnia 2015

"Jedwabnik" - czyli kryminał osadzony w realiach świata literackiego



Po raz drugi postanowiłam sięgnąć po powieść angielskiej autorki znanej z utworów o przygodach młodego czarodzieja. Kryminały, a już zwłaszcza te pochodzące z wysp to jak najbardziej moje klimaty. Bardzo lubię tą klasyczną formę prozy detektywistycznej, która swoich najlepszych przedstawicieli miała właśnie w kraju deszczu i mgieł. Z tego powodu, ale także ze względu na to, że pierwsza część czyli "Wołanie kukułki" przypadła mi do gustu postanowiłam sięgnąć po jej kontynuację.

sobota, 7 listopada 2015

Poszukując gotyku w literaturze: Matthew Gregory Lewis "Mnich"




Kontynuujemy naszą przygodę z powieścią gotycką. Tym razem postaram się przybliżyć Wam nieco trzeciego najważniejszego autora tworzącego w klasycznej formie tego gatunku Matthew Gregory Lewisa i jego skandalizującego "Mnicha".
 
 
 
Przy okazji moich poprzednich wpisów spróbowałam przybliżyć Wam nieco powieść gotycką na przykładzie jej najwcześniejszych przedstawicieli. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zapoznania się bliżej z tym ciekawym gatunkiem i że niektórzy już wpisali któreś z poprzednich tytułów na swoją listę książek do przeczytania. Jeżeli dalej jesteście zainteresowani w odkrywaniu tego typu literatury i chcecie się dowiedzieć jaka jeszcze powieść straszyła bohaterki "Opactwa Northanger" Jane Austen zapraszam do przeczytania dzisiejszego wpisu.
 

niedziela, 18 października 2015

"Wołanie kukułki" - czyli o tajemnicach londyńskich elit


 
 
 
Muszę się Wam do czegoś przyznać. Tak wiem wstyd, ale do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z twórczością J.K. Rowling. Dobrze czytacie nie przeczytałam żadnej z części przygód o Harry'm Potterze. Jest to o tyle paradoksalne, że całą historię znam prawie na pamięć. W końcu się na niej wychowałam. Z tą tylko różnicą, że nie w formie książkowej, a filmowej. Jeśli dobrze pamiętam to adaptacja "Komnaty tajemnic" jest pierwszym filmem jaki w życiu widziałam. Sama nie wiem dlaczego jakoś nigdy nie udało mi się przeczytać pierwowzoru, jakoś tak samo wyszło. Teraz jednak maiłam sposobność sięgnięcia po twórczość brytyjskiej pisarki i to w dodatku w znacznie bardziej lubianym przeze mnie gatunku jakim jest kryminał. Bardzo mnie ciekawiło jak autorka utworów fantastycznych poradzi sobie w tworzeniu intryg kryminalnych.
 
 

niedziela, 27 września 2015

Poszukując gotyku w literaturze: Ann Radcliffe " Tajemnice zamku Udolpho: romans strofami poezji przetykany"

 
 
 
Ten post powinien być pierwszym, w którym rozpocznę moją serię "Poszukując gotyku w literaturze". Powinien być. Ale jak się okazało niechcący już rok temu, jeszcze zanim zdecydowałam o realizacji tego przedsięwzięcia, popełniłam wpis, który jak nic należy uznać za pierwszy. Toteż nie widząc sensu w kopiowaniu tutaj zawartych tam informacji, myślę, że lepiej będzie, gdy odeślę was do tamtego wpisu ---> klik zanim przejdziecie do czytania tego.

niedziela, 5 lipca 2015

Hitchcock: "Numer siedemnaście"


"- Co masz w swoich kieszeniach?
- Dziury!"
 
Moja podróż po filmach mistrza suspensu trwa w najlepsze. Powoli krok po kroku poznaję jego dzieła. A z każdym kolejnym rośnie moje uznanie do tego artysty. Tak się na razie składa, że miałam okazję zapoznać się z tymi starszymi i mniej znanymi produkcjami. Wiadomo najlepsze zostawiam sobie na sam koniec. W ostatnim czasie całkowicie przypadkowo dane mi było obejrzeć film Hitcha, o którym nawet wcześniej nie słyszałam, tym bardziej byłam nim właśnie zaintrygowana.

piątek, 1 maja 2015

"Anioł śmierci" - czyli powrót do „Domu na Węgorzowych Moczarach”

 
Zauważyłam, że trochę dawno nie było żadnego wpisu dotyczącego kina. Cały czas tylko ta literatura i literatura. Nie jest tak, że ja żadnych filmów nie oglądam, po prostu nie znajduję zbyt wiele czasu, by o czymkolwiek napisać, bo kwiecień okazał się dla mnie niezwykle ciężkim miesiącem, a maj nie zapowiada się niestety lepiej. Ale teraz póki mam wolne zamierzam ten czas owocnie wykorzystać. Dziś opowiem wam więc troszeczkę na temat moich odczuć po ostatnio obejrzanym przeze mnie filmie.
 
 

środa, 1 kwietnia 2015

"Potem" - czyli o tym co jest później





Jakiś rok temu miałam okazję przeczytać książkę "Siostra" autorstwa angielskiej pisarki Rosamund Lupton. Muszę przyznać, że powieść ta wywarła na mnie spore wrażenie, ponieważ była napisana w dość nietypowy sposób. Z wielką więc chęcią sięgnęłam po jej kolejny utwór - "Potem". Nie pożałowałam, bowiem i w tym przypadku trafiłam na pasjonującą lekturę, która wywołała we mnie wiele emocji.
 
Rosamund Lupton (urodzona w 1964 roku) jest brytyjską pisarką. Studiowała literaturę na Cambridge University. Jest znana ze swoich powieści: "Siostra" (2010) i "Potem" (2013). Jej pierwsza powieść okazała się olbrzymim sukcesem wydawniczym i została sprzedana w ponad 1.3 milionach kopii. Autorka zanim zajęła się pisaniem powieści była scenarzystką.
 

niedziela, 29 marca 2015

"Trzeci człowiek" - czyli o Leonardzie i zegarze z kukułką



 
 
"Włochy pod rządami Borgiów – wojna, przelew krwi i kłębowisko intryg,
a wyprodukowali renesans, Leonarda i Michała Anioła. A Szwajcaria?
500 lat pokoju i demokracji i co mają? Zegar z kukułką".
 
Muszę przyznać, że lubię stare filmy. Oczywiście nie od zawsze, jeszcze nie tak dawno wszelkie czarno - białe dzieła wydawały mi się zbyt archaiczne, by współczesny widz mógł je bezboleśnie oglądać. Wydawało mi się wtedy, że te stare produkcje mogą się podobać tylko nielicznym osobom, bo inni po prostu ich nie zrozumieją. Ach jakże się wtedy myliłam. Ale na szczęście czasy mojej ignorancji mam już za sobą i odkąd się "nawróciłam" stałam się wielką fanką tych niemłodych już produkcji. Bowiem okazało się, że posiadają one jakąś niezwykłą magię, której próżno szukać we współczesnym kinie. W ciągu minionego roku udało mi się zapoznać z kilkoma nowymi tytułami i uzupełnić braki w tak zwanej klasyce. Doszło nawet do tego, że pokusiłam się o obejrzenie niemego filmu. Więc jak widzicie szaleję. Tym razem mam zamiar opowiedzieć wam o co prawda filmie, który niemy nie jest, ale do najmłodszych akurat nie należy.
 
 

poniedziałek, 23 marca 2015

Makbet - czyli o niepowstrzymanym pragnieniu władzy

 
 
Jako, że rok szkolny trawa w najlepsze mam zamiar podzielić się z wami moimi odczuciami po ostatniej lekturze szkolnej jaką dane mi było przeczytać. Wiem, że u większości ludzi, czy to czytających książki, czy też zupełnie stroniących od słowa pisanego wyrazy "lektura szkolna" wywołują grymas bólu, jednakże czasem zdarza się, że nawet w tym nielubianym przez nas kanonie natrafimy na utwór, który o dziwo przypadnie nam do gustu. Ja również miłośniczką czytania pod przymusem nie jestem, jednak niekiedy zdarzają się książki, których czytanie już tak nie boli, a niektóre z nich okazują się nawet czymś bardzo dobrym. Tak też było i w tym przypadku.
 
 
Myślę, że nazwisko autora każdemu obiło się przynajmniej o uszy. Jeśli jednak uchował się ktoś, w co szczerze wątpię, kto o Szekspirze nigdy nie słyszał muszę napisać, że jest on chyba najsłynniejszym dramaturgiem jaki kiedykolwiek żył, a takie tytuły jak "Romeo i Julia", "Hamlet" i "Makbet" to jedne z największych arcydzieł światowej literatury.
 

piątek, 6 marca 2015

"Panie z Cranford" - czyli o pewnym nietypowym miasteczku

 
 
Wiosna już prawie nadeszła. Za oknem coraz dłużej gości słońce, a dni robią się coraz cieplejsze. I mimo, że najlepszym czasem na czytanie grubych wiktoriańskich powieści wydaje się być zima, kiedy to wieczorami mocno otuleni kocami możemy odbywać podróż do świata, który już dawno nie istnieje, ja właśnie teraz skusiłam się na zapoznanie z twórczością jednej z XIX angielskich pisarek. W którymś z wcześniejszych postów wspominałam wam, że ferie spędziłam w Anglii. Skuszona niskimi cenami dorwałam tam kilka książek, a jedną z nich jest właśnie ta autorstwa Elizabeth Gaskell o tytule "Panie z Cranford". Co prawda powieść ta nie jest zbyt obszerna (około 220 stron), to mimo wszystko jest bardzo "wiktoriańska". A, że ja miłośniczka starych książek słyszałam nazwisko pisarki wiele razy i nawet kiedyś udało mi się przeczytać jedno z jej opowiadań (Szara dama), tak więc wiedziałam, że mogę spodziewać się naprawdę dobrej lektury.
 

środa, 25 lutego 2015

"Tajemnica domu na wzgórzu" - czyli o ekranizacji prozy Anne Bronte

 
 
O ponadprzeciętnie uzdolnionych siostrach Bronte zapewne każdy słyszał. Większość miała już pewnie przyjemność poznać ich twórczość. Do niedawna w naszym kraju można było zdobyć jedynie "Dziwne losy Jane Eyre" i "Villette" Charlotte oraz "Wichrowe Wzgórza" Emily, natomiast twórczość trzeciej siostry - Anne wydawała się całkowicie pogrążona w mroku zapomnienia. Na szczęście od jakiegoś czasu dostępne są wszystkie tłumaczenia dzieł brytyjskich pisarek, tak więc jesteśmy również w stanie zapoznać się z utworami  najmłodszej siostry, które również trzymają wysoki poziom.
 
 

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Ostatni ślad" - czyli uważaj komu ufasz

 
 
Powracam znowu po dłuższej przerwie. Mimo, że od tygodnia mam ferie, niestety musiałam zaniedbać na trochę bloga ze względu na to, że przebywałam przez chwilkę w Wielkiej Brytanii. Ale na szczęście już powracam do was z nową recenzją. Niestety przez to, że byłam troszeczkę zabiegana nie udało mi się napisać żadnego nowego postu, również moja obecność na waszych blogach była znacznie ograniczona, ale obiecuję, że od teraz postaram się poprawić. 

 
Dziś mam zamiar opowiedzieć wam o kolejnej książce Charlotte Link, którą  udało mi się podczas wyjazdu dokończyć. "Ostatni ślad" to jak wskazuje opis na okładce thriller psychologiczny, czyli gatunek typowy dla niemieckiej pisarki. Akcja utworu rozgrywa się współcześnie, głównie w Anglii.
Powieść wydana została w Polsce w roku 2013 przez wydawnictwo Sonia Draga.

sobota, 31 stycznia 2015

"Lisia dolina" - czyli o niefortunnym zbiegu okoliczności



Niestety w dalszym ciągu mam strasznie dużo rzeczy na głowie i cierpię na chroniczny brak czasu na czytanie i pisanie nowych postów. Na szczęście ferie zbliżają się wielkimi krokami, tak więc mam nadzieje, że uda mi się wtedy nadrobić wszystkie zaległości. Mimo to staram się znaleźć trochę czasu, by przeczytać chociaż parę stron dziennie. Nie mam czasu na jakąś poważniejszą lekturę, dlatego sięgnęłam po "Lisią dolinę" Charlotte Link. Książka co prawda do bardzo cienkich nie należy (488 stron), a mimo to czyta się ją całkiem szybko.
 
Było to moje drugie spotkanie z prozą autorki. Charlotte Link to niemiecka pisarka, autorka cieszących się dużą popularnością kryminałów. W swoich utworach łączy wątki detektywistyczne, obyczajowe i psychologiczne. Wydała 17 powieści. "Lisia dolina" swoją premierę miała w roku 2012, a polskie wydanie ukazało się w 2013 roku nakładem wydawnictwa Sonia Draga.

sobota, 10 stycznia 2015

"Shirley" - czyli o niespokojnych latach wojen napoleońskich w Yorkshire


"Shirley" to już moje trzecie spotkanie z twórczością słynnych XIX wiecznych pisarek. Pierwszy raz miałam okazję się z nimi zapoznać czytając chyba najsłynniejszą z ich książek - "Wichrowe Wzgórza" Emily  Bronte. Potem w moje ręce trafiła feministyczna powieść Anne - "Lokatorka z Wildfell Hall", którą zrecenzowałam tutaj. A teraz w końcu udało mi się przeczytać "Shirley" autorstwa Charlotte, najpłodniejszej pisarki z całego rodzeństwa. Wielu z was pewnie dziwi fakt, że nie sięgnęłam najpierw po "Jane Eyre", która jest przecież powszechnie zachwalana i określana jako ta "naj" w dorobku najstarszej z sióstr Bronte. Postanowiłam bowiem postąpić na odwrót i najpierw zapoznać się z tymi mniej znanymi utworami, by "Jane Eyre" zostawić sobie na sam deser ;)

sobota, 20 września 2014

"Spotkanie w Bagdadzie" - czyli o powieści sensacyjnej Agaty Christie + LBA

 
 
Agaty Christie chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Wydaje mi się, że każdy, nawet ktoś kto wcale nie czyta literatury kryminalnej natknął się gdzieś przypadkiem na jej nazwisko. Angielska pisarka stworzyła ponad 90 powieści i sztuk teatralnych. Na świecie wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych. Trzeba przyznać, że te liczby robią wrażenie. Królowa prozy detektywistycznej znana jest z zaskakujących zakończeń i fantastycznego czarnego  humoru, który stanowi świetną przeciwwagę dla mrocznych historii opowiadanych na łamach jej utworów. Stworzyła także dwójkę bardzo ciekawych detektywów: Herculesa Poirot i pannę Marple. Jakiś czas temu postawiłam sobie za zadanie przeczytanie wszystkich powieści tej pisarki. Od razu pochłonęłam kilka jej książek.  Potem przez dłuższy czas czytałam bardziej współczesne kryminały. Ale ostatnio uznałam, że czas najwyższy na kontynuowanie powziętego postanowienia. Po przerwie mój wybór padł na "Spotkanie w Bagdadzie"...
 
Victoria nudzi się na swojej posadzie niewykwalifikowanej maszynistki, marząc tylko o podróżach i przygodach. Jednak kiedy los nieoczekiwanie rozdziela ją z niezwykle przystojnym Edwardem, a zdumiewający talent do parodiowania żony szefa pozbawia ją źródła zarobków, dziewczyna podąża za ukochanym do Bagdadu. Nie spodziewa się, że ryzykując życiem wraz z nim odegra główną rolę w likwidacji międzynarodowej organizacji przestępczej.
 
No tak. Już po powyższym opisie możemy zauważyć, że nie jest to typowy klasyczny kryminał, do jakich przyzwyczaiła nas autorka. Sięgając po jej książki mam zwykle nadzieję na ciekawie skonstruowaną intrygę z trupem na początku, błyskotliwym detektywem rozwiązującym zagadkę i oczywiście nieprzewidzianym zakończeniem. Ta książka to jednak zupełnie co innego. Bo tak w ogóle to nie jest powieść detektywistyczna, ale sensacyjna. I niestety nie zbyt dobra. Fabuła jak dla mnie zbyt chaotyczna, akcja dość nierówna po początkowym nudnym wstępie dochodzi później do "trzęsienia ziemi" jak u Hitchcocka, po czym znowu wieje nudą. I jeszcze ci bohaterowie. Jakoś niespecjalnie mnie przekonali. Trochę zbyt przerysowani jak dla mnie. O bardzo naiwnej historii nie będę się już rozpisywać.
 
Niestety, to nie był zbyt udany powrót. Bardzo długo czytałam tą książkę, mimo, że ma raptem 260 stron. Potrafiłam ją odłożyć i wcale nie ciągnęło mnie, by dowiedzieć się jak potoczą się dalej losy głównej bohaterki. Na pewno nie jest to najbardziej udany utwór królowej kryminału i tym którzy dopiero zamierzają rozpocząć swoją przygodę z tą autorką odradzam rozpoczynanie od tej książki.
 
 
 
 

 
 
Za wyróżnienie dziękuję Anna P.
 
1. Co sprawia, że zostajesz na niektórych blogach dłużej niż na innych?
 
Na pewno autorzy, ich sposób pisania, ale też i treść. Jeżeli na jakimś blogu znajduję dużo interesujących mnie postów potrafię spędzić tam naprawdę sporo czasu.

2. Utrzymujesz jakiś bliższy kontakt z blogerką/em? (np. drogą mail'ową)
 
Dopiero zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem i jeszcze z nikim nie nawiązałam bliższego kontaktu. Mam nadzieję, że w przyszłości to się zmieni.

3. Książka, którą polecasz każdemu to...

Tylko jedna? Hmm wybór jest bardzo trudny. Mam wiele książek, które chciałabym polecić. Ale myślę, że każdy powinien spróbować zapoznać się z "Grą Anioła" Carlosa Ruiza Zafona.

4.
Twoje dziwactwo książkowe to...

Chyba nie mam żadnego.

5. Autor, który nie napisze nic więcej, a Ciebie na samą myśl ogarnia przerażenie to...
Oscar Wilde.

6. Czego nie lubisz na blogach książkowych? (tylko nie mów - nominacji, błagam :))

Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy.

7. Piszesz, trzymając się określonych dni, czy kiedy natchnie Cię wena?
 
Nie potrafię pisać w dni, które wcześniej sobie zaplanowałam. Zwykle ogarnia mnie wtedy kompletna niemoc twórcza i nie potrafię skonstruować ani zdania. Zdecydowanie wolę być spontaniczna i pisać wtedy gdy coś (ktoś) mnie natchnie.
 
8. Horror, który na prawdę Cię przeraził to...

Raczej nie czytuję horrorów. Chociaż od dawna zamierzam to zmienić. King jest jednym z moich wyrzutów czytelniczych.

9. Może jakieś ciekawe stronki do polecenia?
 
 
To teraz moje nominację przyznaję:
 
 
 
Pytania:
1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
2. Jaką muzykę uwielbiasz słuchać?
3. Czy jest taka książka po której przeczytaniu zmieniło się twoje spojrzenie na świat?
4. Jakie filmy lubisz oglądać?
5. Jaka była pierwsza przeczytana przez Ciebie książka?
6. Ulubiony aktor/aktorka?
7. Lubisz oglądać seriale?
8. Czy jest taki reżyser którego obejrzysz każdy film?
9. Gdybyś mogła/mógł przenieść się w czasie jaką epokę wybrałabyś/wybrałbyś?
10. Czy istnieje jakaś rzecz bez której nie przetrwałabyś/przetrwałbyś ani jednego dnia?
11. Jakie są twoje najdziwniejsze nawyki?
 
Na pytania możecie odpowiadać zarówno w komentarzach jak i na waszych blogach ;)
 

środa, 27 sierpnia 2014

"Zamczysko w Otranto" - czyli pierwsza powieść gotycka


Strach to jeden z najstarszych i najsilniejszych uczuć oddziałujących na człowieka. Niesamowite opowieści o duchach, wampirach i innych upiorach wciąż żywo działają na naszą wyobraźnię. Świadczyć o tym może niesłabnące  zainteresowanie horrorami. Pomimo wielkiego postępu nauki wciąż lubimy odrywać się od rzeczywistości do świata, w którym nie wszystko da się wytłumaczyć w sposób racjonalny, a budzące grozę opowieści dalej nas  fascynują.

   
Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek jakie są początki literatury grozy? Okazuje się, że   pierwszy utwór, który możemy uznać za prekursora tego gatunku jest "Zamczysko w Otranto". Autorem tej powieści jest brytyjski arystokrata Horace Walpoe. Był on najmłodszym synem pierwszego premiera Wielkiej Brytanii. Sam również parał się polityką, ale do historii przeszedł z całkiem innych względów.
Walpole żył w XVIII wieku, czyli w dobie pełnego rozkwitu oświecenia. W wieku odwrotu od przesądów i zabobonów.  W czasach kiedy umysł ludzki uważano za nieograniczony, a filozofowie postulowali by wszystko postrzegać w sposób racjonalny. Brytyjski pisarz znudzony tymi poglądami żywo interesował się historią średniowiecza, epoki tak potępianej przez ówczesnych myślicieli. Jego fascynacja wiekami średnimi doprowadziła do tego, że przebudował swoją rodową rezydencję Strawberry Hill w stylu nawiązującym do gotyku.  W ten sposób powstał nowy styl w architekturze - neogotyk, który szybko rozprzestrzenił się po Europie. Ale do rzeczy. W 1764 roku Walpole wydał powieść, która już na zawsze zapisała się na kartach historii jako pierwsza powieść grozy - "Zamczysko w Otranto. Powieść gotycka". Podtytuł nadany przez Walpole'a stał się nazwą dla całej rodziny tego typu powieści. Od tego momentu określenie "gotycki" zaczęło być utożsamiane ze światem nadprzyrodzonym i obecną w nim grozą. Autor na początku wydał książkę anonimowo, gdyż obawiał się krytyki (termin "gotycyzm" kojarzono w tamtych czasach z "ciemnotą" i "barbarzyństwem"). Mimo to powieść zrobiła furorę (pierwszy nakład wyczerpał się już po paru dniach). Pisarz przekonany tym sukcesem trzecie wydanie zasygnował już własnym nazwiskiem.

Strawberry Hill
 
Książka rozpoczyna się w momencie, gdy na zamku Otranto trwają przygotowania do ślubu Konrada, jedynego syna księcia Manfreda. Uroczystość nie dochodzi jednak do skutku, ponieważ pan młody ginie wskutek zmiażdżenia przez spadający z nieba hełm (?). Rodzina jest wstrząśnięta tym faktem. Wielu zaczyna podejrzewać, że przyczyną tej tragedii jest stara legenda mówiąca, że: "Dobra i zamek Otranto przestaną należeć do rodu, który je posiada, gdy prawy właściciel wyrośnie zbyt wielki, aby mógł w nim mieszkać".
Cóż, mimo wszystko to nie jest straszna książka. Może kiedyś wzbudzała w czytelnikach lęk, ale dla współczesnych odbiorców pewne wydarzenia w niej opisane mogą wydać się śmieszne i groteskowe, ale na pewno nie przerażające. No bo kto teraz bałby się olbrzymiej ręki pojawiającej się znikąd, albo zjaw wychodzących z portretów? Według mnie powieść Walpole to bardziej melodramat z lekką domieszką nadprzyrodzonych wydarzeń, niż horror. Książka napisana jest przystępnym językiem, trochę nieudolnie stylizowanym na średniowieczny. Fabuła na początku rozkręca się bardzo szybko, potem następuje kilka nudnawych fragmentów, by znów pod koniec przyśpieszyć. Początkowe tajemnicze zachowanie księcia Manfreda zostaje szybko wyjaśnione, a cała intryga zaczyna się robić przewidywalna. Postacie mało oryginalne, jasno podzielone na te dobre i złe.  Nie należy jednak brać tego utworu całkiem na poważnie, a raczej potraktować jako wytwór zbyt wybujałej wyobraźni znudzonego arystokraty. Sam autor przyznał, że powieść tą pisał dla rozrywki. W jednym z listów pisał: "Stare zamki, malowidła, historie, gawędy sędziwych ludzi pozwalają człowiekowi żyć w dawnych czasach, które nie mogą nam sprawić zawodu. Pozwoliłem, aby rządziła mną nieskrępowana imaginacja, niekontrolowane wizje i namiętności. Pisałem wbrew prawidłom, krytykom i filozofom."  Nie zależnie od tego, trzeba pamiętać, że utwór ten, jakkolwiek naiwny był kamieniem milowym w rozwoju literatury grozy. Walpoe zawarł bowiem w swoim dziele wszystkie podstawowe elementy, które były potem wielokrotnie naśladowane przez innych twórców. W "Zamczysku..." nie brakuje oczywiście wydarzeń nadprzyrodzonych (duchy), jest także klątwa, gotycki łotr (książę Manfred), dręczone dziewice (Matylda i Isabela) oraz stary zamek pełen ukrytych przejść i mrocznych lochów.  Całą powieść można pochłonąć w jeden wieczór, jako, że ma ona jedynie 106 stron. Tą książkę można przeczytać z ciekawości, ale nie polecam ją wszystkim, gdyż wiem, że jest nieco zbyt archaiczna, by móc się spodobać współczesnym czytelnikom.



czwartek, 21 sierpnia 2014

Hitchcock: "39 kroków"

 
-Piękna, tajemnicza kobieta ścigana przez bandytów.
Brzmi jak opowieść szpiegowska.
-Bo dokładnie tak jest.
 
"39 kroków" (ang. The 39 Steps) to brytyjski thriller z 1935 roku, w reżyserii Alfreda Hitchcocka, zrealizowany na podstawie powieści Johna Buchana pt. "39 stopni czyli Tajemnica czarnego kamienia". Akcja filmu rozgrywa się w latach 30. XX wieku. Richard Hannay spędza urlop w Londynie i podczas spektaklu w jednym z tamtejszych teatrów poznaje piękną Anabellę. Dziewczyna ukrywa się przed ścigającymi ją agentami służb specjalnych. Richard zabiera ją do swojego mieszkania, jednak jeszcze tej samej nocy Anabelle zostaje zamordowana, a Hannay staje się głównym podejrzanym. Postanawia rozwikłać zagadkę morderstwa i oczyścić się z podejrzeń...
 
 
 
"39 kroków" to moje kolejne spotkanie ze słynnym mistrzem suspensu. Tym razem brytyjski reżyser serwuje nam świetną historię szpiegowską. Głównym bohaterem tego filmu jest Richard Hannay, który przez przypadek zostaje wplątany w sieć międzynarodowej intrygi. Uznany za winnego w samotności musi stawić czoła całemu światu, by udowodnić, że stawiane mu zarzuty są jedną wielką pomyłką. Fabuła skonstruowana została naprawdę ciekawie. Akcja rozkręca się już na samym początku i nie możemy narzekać na nudę aż do końca seansu. Niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że z ciekawością śledzimy losy głównego bohatera walczącego o odzyskanie dobrego imienia.
 
Co się tyczy bohaterów to musze przyznać, że odgrywający rolę Richarda Robert Donat spisał się naprawdę dobrze.  Jest zabawny, inteligentny i uwodzicielski do tego nie poddaje się i wytrwale walczy, mimo pojawiających się co rusz nowych przeciwności losu. Jednak to nie jego rola spodobała mi się najbardziej, lecz postać jaką w genialny sposób wykreowała jedna ze słynnych zimnych blondynek Hitchcocka  - Madeleine Carroll. Nie wiem co sprawiło, że to ona najbardziej zapadła mi w pamięć. Może wpływ miało na to jej początkowe irytujące zachowanie. Lubię takie charakterne bohaterki. No i jeszcze ta chemia między nią a Richardem... Co do obsady nie mam więc żadnych zastrzeżeń.
 
 
 
 
Podsumowując "39 kroków" to ciekawe kino sensacyjne. Podczas seansu bawiłam się naprawdę dobrze. I co z tego, że w tym filmie nie brakuje absurdalnych sytuacji i wydarzeń, których prawdopodobieństwo można by było poddać dyskusji. Należy pamiętać, że jak na czasy w których ta produkcja powstała to i tak jest to obraz nowatorski i powinniśmy  przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia. Nie jest to na pewno najwybitniejszy film Hitchcocka, ani najlepszy film sensacyjny. Mimo to jak najbardziej polecam go wszystkim i zachęcam do obejrzenia, bo naprawdę warto.
 
 
 
 
 

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Szara dama" czyli o opowieści grozy Elizabeth Gaskell

 
Ostatnio po przeczytaniu kilku grubszych książek miałam ochotę na coś lżejszego. Zważywszy na pogodę jaka panuje za oknem postanowiłam poszukać sobie jakiegoś krótkiego utworu grozy. Tak właśnie trafiłam na nowelę Elizabeth Gaskell "Szara dama" (ang. "The Grey Woman"). O autorce już wcześniej słyszałam i zastanawiałam się nad przeczytaniem którejś z jej książek, więc uznałam, że będę mogła ten krótki utwór potraktować jako próbkę jej stylu.
 
Elizabeth Cleghorn Gaskell
 
Akcja utworu rozgrywa się w latach 40-tych XIX w. na brzegu rzeki Neckary w Badenii-Wirtembergii. Do młyna wodnego przybywa grupa przyjaciół, aby napić się kawy. Jeden z podróżnych zauważa portret pięknej młodej kobiety, wiszący na ścianie w domu młynarza. Gospodarz próbuje zaspokoić ciekawość gościa...
 
 
 
Jakie są moje wrażenia? Całkiem dobre. Dostałam dokładnie to czego chciałam. Klimatyczna i mroczna gotycka historia sprawdziła się wybornie na panującą teraz deszczową aurę. Autorka pisząc "Szarą damę" inspirowała się legendą o Sinobrodym i prozą Ann Radcliffe. Opowiadanie klimatem może trochę  przypominać Wichrowe Wzgórza Emily Brontё czy "Kobietę w bieli" Wilkie Collinsa.  Jak na prawdziwą wiktoriańską opowieść grozy przystało nie brakuje tu podstawowych cech czarnego romansu. Jest oczywiście niecny łotr, niewinna dama w opałach i złowrogie zamczysko. Autorka w fantastyczny sposób zbudowała napięcie, które ani na chwilę nie pozwala nam na oderwanie się od czytania. Miło spędziłam czas czytając tą nowelę. Na pewno zachęciła mnie do zapoznania się z całą twórczością Elizabeth Gaskell. Jedynym mankamentem może się okazać ciut archaiczny język, ale mi nie przeszkadzał on aż tak bardzo. Polecam miłośnikom klasycznych opowieści grozy, w których najważniejszą rolę odgrywa klimat i uczucie narastającego niepokoju. Wielbicielom współczesnych krwawych horrorów odradzam czytania, gdyż mogą się poczuć rozczarowani. Jeżeli więc macie ochotę na taką nastrojową historię i nie boicie się klasyki to zachęcam do przeczytania.

sobota, 16 sierpnia 2014

Hitchcock: "Starsza pani znika"

"- Chodź, usiądź, uspokój się. W czym problem?
- Jeśli musisz wiedzieć coś spadło na moją głowę.
- Kiedy? W dzieciństwie?"
 
"Starsza pani znika" – brytyjski thriller w reżyserii Alfreda Hitchcocka z 1938 roku, zrealizowany na postawie powieści Ethel Liny White. Przedostatni film Hitchcocka zrealizowany w Wielkiej Brytanii przed jego przeprowadzką do Hollywood. Akcja filmu rozgrywa się głównie w pociągu jadącym przez fikcyjny kraj bałkański. Fabuła skupia się na tytułowej starszej pani, która znika podczas podróży. Podróżująca z nią młoda współpasażerka postanawia ją odnaleźć.

"Starsza pani znika" to fantastyczna komedia pełna napięcia, z przewrotną intrygą i swoistym klimatem starego filmu. To przedostatni film reżysera zrealizowany  w jego ojczyźnie i najbardziej znany jeśli chodzi o ten etap jego twórczości. Nie brakuje tu ciekawego wątku kryminalnego. Tajemnicze zaginięcie starszej pani od początku wzbudza w nas zaciekawienie. Zaczynamy zadawać sobie różne pytania dotyczące tego wydarzenia i snujemy domysły co się wydarzyło. Czy to było morderstwo, czy może porwanie? A co jeśli starsza pani zniknęła dobrowolnie? A może nigdy nie istniała i jest tylko wytworem wyobraźni Iris?


Oglądając dzieło Hitchcocka bawiłam się wybornie. Mimo, że niektóre sytuacje mogą nam się wydać nieprawdopodobne i sztuczne, to należy pamiętać, że nie o dokładne odwzorowanie rzeczywistości tutaj chodziło, ale o dostarczenie dobrej rozrywki widzowi, a pod tym względem nie mam temu obrazowi nic do zarzucenia. Scenariusz jest dobry, ma oczywiście pewne mankamenty, takie jak trochę zbyt naiwne zakończenie, ale to tylko szczegóły, które nie psują nam ogólnego wrażenia.


Fantastyczni w tej produkcji są bohaterowie. Nietuzinkowi, ciekawie odwzorowani, mają być uosobieniem ludzkich stereotypów. Przejaskrawieni i groteskowi, bawią nas swoim zachowaniem. Najbardziej z pośród nich wszystkich polubiłam dwóch flegmatycznych brytyjskich przyjaciół, którzy za nic w świecie nie chcieli spóźnić się na mecz krykieta. Gdy ta dwójka pojawiała się na ekranie od razu na moich ustach pojawiał się uśmiech. Świetna moim zdaniem jest też główna bohaterka Iris, chociaż niestety w dalszej części filmu traci trochę początkowego pazura. Trudno tutaj nie wspomnieć też o czarującym Gilbercie, który jako jedyny będzie wspierać naszą główną bohaterkę.

Wielkim plusem tej produkcji są genialnie napisane dialogi. Ironia i satyra nie opuszczają nas ani na chwilę.




Podsumowując "Starsza pani znika" to lekkie i przyjemne kino. Film jest pełen świetnego humoru i sporej dawki absurdu. Ci, którzy będą w tej produkcji szukać dużej dawki suspensu, niestety się zawiodą. Ten film zamiast straszyć bawi. Polecam.















środa, 23 lipca 2014

"Kobieta w bieli" - tajemnicza historia według Wilkiego Collinsa


Po przeczytaniu znakomitego "Kamienia Księżycowego" postanowiłam zapoznać się również z pozostałymi dziełami Wilkiego Collinsa. Pisarz, który był bardzo bliskim przyjacielem Charlesa Dickensa napisał w ciągu swego życia aż 30 powieści, z czego w Polsce wydanych zostało jedynie 3! Collins, który był jednym z najbardziej znanych, najbardziej lubianych, a przez pewien czas nawet najlepiej opłacanych wiktoriańskich beletrystów, teraz wydaje się być pogrążony w mroku zapomnienia. Niestety, jak już wcześniej wspomniałam u nas w kraju zdobyć można tylko 3  książki tego autora - "Kamień Księżycowy", który zrecenzowałam tutaj, "Tajemnicę pałacu w Wenecji", która ma niecałe 200 stron i przypomina bardziej przerośnięte opowiadanie, niż powieść z prawdziwego zdarzenia oraz w końcu "Kobietę w bieli", którą po usilnych staraniach również udało mi się zdobyć.

Akcja utworu toczy się w połowie XIX wieku. Młody nauczyciel rysunku, Walter Hartright, zostaje zatrudniony w roli nauczyciela dwóch sióstr Laury Fairlie i Marian Halcombe w dworze Limmeridge. W trakcie swojej podróży spotyka tajemniczą kobietę w bieli. To spotkanie już na zawsze odmienia jego życie.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu mam mieszane uczucia. Sądziłam, że zakończenie będzie bardziej zaskakujące, tak jak to miało miejsce w "Kamieniu Księżycowym". Niestety pod tym względem książka mnie zawiodła. Nie oznacza to jednak, że powieść Collinsa mi się nie spodobała, bo było wręcz przeciwnie. Wydaje mi się tylko, że wszystkie te tajemnice i intrygi, które autor tak skrupulatnie budował na przestrzeni całej historii na końcu zostały potraktowane po macoszemu i zostały wyjaśnione w  zbyt prosty i oczywisty sposób. Potencjał był naprawdę spory, ale widocznie panu Collinsowi zabrakło kreatywności, by go w pełni wykorzystać.

Innym mankamentem są zbyt długie opisy, które mogą troszeczkę pomęczyć, ale taki już czar klasyki.

"Kobieta w bieli" to bardzo obszerna (moje wydanie miało ponad 600 stron małym druczkiem) powieść obyczajowa. Obyczajowa powtarzam, a nie kryminalna jak często jest nazywana. Jest tu co prawda pewna tajemnica, która pojawia się na początku i zostaje wyjaśniona na końcu. Co nie czyni jednak tej książki od razu kryminałem. Mimo wszystko to utwór prekursorski, który miał olbrzymi wpływ na wykształcenie się powyższego gatunku. Na łamach powieści możemy znaleźć, co prawda jeszcze niezbyt rozwinięte, ale mimo wszystko wszelkie podstawowe elementy prozy detektywistycznej. Mówi się również, że Wilkie Collins i jego imitatorzy przenieśli grozę gotyckich powieści z starych Włoskich zamków do ciemnych salonów wiktoriańskiej Anglii. Rzeczywiście klimat tajemnicy i dreszczyk emocji towarzyszą nam już od pierwszej strony. Jednak ostrzegam, że osoby spodziewające się czegoś bardzo mrocznego i mocno przesiąkniętego grozą mogą się poczuć rozczarowane. 


Podobnie jak w "Kamieniu Księżycowym" narracja składa się z opisów poszczególnych postaci. Autor przyznał, że chciał by jego bohaterowie relacjonowali zdarzenia, w których brali udział, podobnie jak czynią świadkowie zeznający w sadzie.

Jak już wspominałam w recenzji do poprzedniej książki Wielkie Collins jest niedoścignionym mistrzem w kreowaniu bohaterów. Opisani barwnie, zachowując się bardzo często w dość specyficzny i niecodzienny sposób są prawdopodobnie największym plusem całej książki.

W tym utworze brytyjskiego pisarza zachwycają dwie osoby: panna Halcombe i hrabia Fosco. Marian Halcombe jest kobietą silną, rezolutną, pomysłową i gotową do poświęceń dla osób, które kocha. Jest to na pewno jedna z najciekawszych postaci kobiecych epoki królowej Wiktorii. Bohaterka ta tak spodobała się ówczesnym czytelnikom, że Wilkie Collins otrzymywał wiele listów od mężczyzn, którzy chcieli poznać jej prawdziwe dane, by się z nią ożenić. Warto nadmienić, że siostra Laury opisana jest jako raczej nieatrakcyjna kobieta. Jeszcze ciekawiej nakreślona została postać hrabiego. Główny czarny bohater nie jest zwykłym typkiem spod ciemnej gwiazdy, ale bardzo ekscentryczną osobą. Jest sprytny, inteligentny, spokojny, sympatyczny, opanowany i kocha zwierzęta, szczególnie swoje białe myszy. Bohaterowie tej książki zrobili furorę wśród brytyjskiej społeczności. Rodzice lubiący głównego bohatera nadawali swoim dzieciom imię Walter. Główny czarny charakter był również uwielbiany. Fosco stało się ulubioną nazwą dla kotów - a kilka lat później - pseudonimem Oscara Wilde.

Podsumowując "Kobieta w bieli" to ciekawa i wciągająca wiktoriańska powieść zwracająca uwagę na los kobiet tamtej epoki. To utwór napisany pięknym językiem wymagający cierpliwości i sporej ilości czasu. Historia trzyma w napięciu, a niespodziewane zwroty akcji co rusz nas zaskakują. To pozycja dla miłośników starych książek. Nie mogę jej polecić każdemu, gdyż zdaję sobie sprawę, że dla co po niektórych przebrnięcie przez nią mogło by być drogą przez mękę. Mi się podobała. Lubię prozę Wilkiego Collinsa i klimat XIX wieku. Czytanie zajęło mi nieco ponad 2 tygodnie. I żałuję, że tak szybko skończyłam, bo nie prędko będę mogła znów przeczytać coś tego autora. A tak na zakończenie dodam jeszcze jako ciekawostkę, że autor był tak dumny ze swojego dzieła, że kazał je sobie wyryć na nagrobku.