"Włochy pod rządami Borgiów – wojna, przelew krwi i kłębowisko intryg,
a wyprodukowali renesans, Leonarda i Michała Anioła. A Szwajcaria?
500 lat pokoju i demokracji i co mają? Zegar z kukułką".
Muszę przyznać, że lubię stare filmy. Oczywiście nie od zawsze, jeszcze nie tak dawno wszelkie czarno - białe dzieła wydawały mi się zbyt archaiczne, by współczesny widz mógł je bezboleśnie oglądać. Wydawało mi się wtedy, że te stare produkcje mogą się podobać tylko nielicznym osobom, bo inni po prostu ich nie zrozumieją. Ach jakże się wtedy myliłam. Ale na szczęście czasy mojej ignorancji mam już za sobą i odkąd się "nawróciłam" stałam się wielką fanką tych niemłodych już produkcji. Bowiem okazało się, że posiadają one jakąś niezwykłą magię, której próżno szukać we współczesnym kinie. W ciągu minionego roku udało mi się zapoznać z kilkoma nowymi tytułami i uzupełnić braki w tak zwanej klasyce. Doszło nawet do tego, że pokusiłam się o obejrzenie niemego filmu. Więc jak widzicie szaleję. Tym razem mam zamiar opowiedzieć wam o co prawda filmie, który niemy nie jest, ale do najmłodszych akurat nie należy.
"Wielki sen" (ang. The Big Sleep) to amerykański film noir powstały w roku 1946 w reżyserii Howarda Hawksa. Jest to znakomita adaptacja książki Raymonda Chandlera - "Głęboki sen". Prywatny detektyw z Los Angeles Philip Marlowe pracuje na zlecenie rodziny Sternwoodów. Stary, sparaliżowany i przykuty do wózka inwalidzkiego generał Sternwood padł ofiarą szantażu i teraz domaga się od Marlowe'a, aby uwolnił go od tego kłopotu. Detektyw rozpoczyna dochodzenie, które skutecznie utrudniają mu dwie zdeprawowane córki generała, swobodnie obracające się w przestępczym światku Los Angeles.
Miałam wielkie nadzieje przed seansem tego filmu. Nie tylko dlatego, że obraz ten uważany jest za jeden z najlepszych filmów noir, ale też bo dużo wcześniej miałam okazję przeczytać książkę na podstawie której ten film powstał. Powieść Chandlera jest dla mnie od tej pory wyznacznikiem prawdziwego czarnego kryminału i jedną z moich ulubionych książek w ogóle. Toteż moje wymagania były spore. Ale na szczęście twórcy stanęli na wysokości zadania i stworzyli wzorowy przykład czarnego kina.
W tej produkcji wszystko jest doskonałe. Zawikłana fabuła kryminalna pełna niebezpiecznych intryg, kłamstw, morderstw i wszechobecnej korupcji. W przesiąkniętym złem Los Angeles prywatny detektyw Philip Marlowe w samotności próbuje rozwiązać z pozoru błahą sprawę szantażu. Jednak im dalej brnie w swoich dociekaniach, tym bardziej uświadamia sobie, że nie wszystko jest takie jakie się wydaje.
"Wielki sen" to błyskotliwe i niepokojące kino. Mroczny klimat i niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że z rosnącym zaciekawieniem śledzimy przebieg wydarzeń. Dużą rolę odgrywa tu również specyficzna atmosfera miasta - siedliska rozpusty i upadku obyczajów.
Co się tyczy obsady, to również nie mam nawet najmniejszych zarzutów. No bo któż inny mógłby lepiej odegrać postać cynicznego i wygadanego prywatnego detektywa niż Humphrey Bogart. Tak jego kreacja jest znakomita. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli.
Jak na prawdziwy film noir przystało nie mogło zabraknąć również famme fatale. W tej produkcji rolę tą powierzono Lauren Bacall, która prywatnie była żoną Bogarta. Grana przez nią bohaterka Vivian jest kobietą piękną i inteligentną, a zarazem niebezpieczną, nic dziwnego, że Marlowe traci dla niej głowę. Warto wspomnieć także o Marthie Vickers, która świetnie odegrała rolę rozpieszczonej Carmen.
Na temat scenariusza nie będę się rozpisywać, bo jest naprawdę dobrze skonstruowany. Również muzyka zasługuje na pochwałę, gdyż idealnie wpasowuje się w klimat filmu.
Polecam. Zarówno film jak i książkę Chandlera. Jeżeli lubicie mroczne historie pełne czarnego humoru to coś dla was.
"Kobieta w oknie" (The Woman in Window) - film noir w reżyserii Firtza Langa nakręcony w 1944 roku. Opowiada historię profesora psychologii, który ulega fascynacji piękną famme fatale. Zostaje przez nią przypadkowo wplątany w przestępstwo.
Dzieło Langa to rasowy amerykański film noir. Eleganckie ujęcia, trzymająca w napięciu fabuła, klimatyczna muzyka i fantastyczne kreacje aktorskie sprawiają, że jest to jeden z najbardziej stylowych i najbardziej porywających filmów w swoim gatunku.
Edward G. Robinson wykreował w bardzo realistyczny sposób rolę zwyczajnego i ułożonego profesora akademickiego, który wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności zostaje wbrew swej woli wciągnięty na drogę zbrodni. To niewinny mężczyzna wrzucony w sieć złowrogich intryg, od których, jak się okazuje, nie da się uciec.
Fantastyczną kreację stworzyła też Joan Bennet odgrywająca postać Alice Reed. Famme Fatale w jej wykonaniu to kobieta piękna, inteligentna i pewna siebie. Nic dziwnego, że spragniony przygód profesor Wanley traci dla niej głowę.
Warto również wspomnieć o postaci inspektora Jacksona, który od początku swoim tokiem rozumowania przewodził mi na myśl Sherlocka Holmesa. Nie wiem, czy było to specjalne posunięcie ze strony tworów, ale ja odniosłam właśnie takie wrażenie.
"Kobieta w oknie" to nie tylko pasjonujący thriller, ale też historia o tym, że nie wszystko jest tylko białe i czarne. Reżyser w swoim dziele pokazuje nam, że w każdym człowieku oprócz dobra jest też trochę zła. Gdy raz wejdzie się na drogę zła, nie da się już z niej zejść. A jedna zbrodnia pociąga za sobą następne. Polecam. Świetny film.
"- Mój Boże, co się panu stało w nos?
- Zaciąłem się przy goleniu.
- Powinien pan być ostrożniejszy. To musi naprawdę boleć.
- Tylko kiedy oddycham."
"Chinatown" to amerykański film noir z 1974 roku w reżyserii Romana Polańskiego. To chyba najpopularniejszy film reżysera. Nominowany był do 11 Oskarów, ale ostatecznie otrzymał tylko jedną statuetkę - za scenariusz. Film uznawany jest za jeden z najwybitniejszych obrazów w historii kina. Amerykański Instytut Filmowy uznał, że zasługuje na drugie miejsce na liście najlepszych filmów kryminalnych wszech czasów.