Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka wiktoriańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka wiktoriańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

"Panie z Cranford" - czyli o pewnym nietypowym miasteczku

 
 
Wiosna już prawie nadeszła. Za oknem coraz dłużej gości słońce, a dni robią się coraz cieplejsze. I mimo, że najlepszym czasem na czytanie grubych wiktoriańskich powieści wydaje się być zima, kiedy to wieczorami mocno otuleni kocami możemy odbywać podróż do świata, który już dawno nie istnieje, ja właśnie teraz skusiłam się na zapoznanie z twórczością jednej z XIX angielskich pisarek. W którymś z wcześniejszych postów wspominałam wam, że ferie spędziłam w Anglii. Skuszona niskimi cenami dorwałam tam kilka książek, a jedną z nich jest właśnie ta autorstwa Elizabeth Gaskell o tytule "Panie z Cranford". Co prawda powieść ta nie jest zbyt obszerna (około 220 stron), to mimo wszystko jest bardzo "wiktoriańska". A, że ja miłośniczka starych książek słyszałam nazwisko pisarki wiele razy i nawet kiedyś udało mi się przeczytać jedno z jej opowiadań (Szara dama), tak więc wiedziałam, że mogę spodziewać się naprawdę dobrej lektury.
 

środa, 25 lutego 2015

"Tajemnica domu na wzgórzu" - czyli o ekranizacji prozy Anne Bronte

 
 
O ponadprzeciętnie uzdolnionych siostrach Bronte zapewne każdy słyszał. Większość miała już pewnie przyjemność poznać ich twórczość. Do niedawna w naszym kraju można było zdobyć jedynie "Dziwne losy Jane Eyre" i "Villette" Charlotte oraz "Wichrowe Wzgórza" Emily, natomiast twórczość trzeciej siostry - Anne wydawała się całkowicie pogrążona w mroku zapomnienia. Na szczęście od jakiegoś czasu dostępne są wszystkie tłumaczenia dzieł brytyjskich pisarek, tak więc jesteśmy również w stanie zapoznać się z utworami  najmłodszej siostry, które również trzymają wysoki poziom.
 
 

sobota, 10 stycznia 2015

"Shirley" - czyli o niespokojnych latach wojen napoleońskich w Yorkshire


"Shirley" to już moje trzecie spotkanie z twórczością słynnych XIX wiecznych pisarek. Pierwszy raz miałam okazję się z nimi zapoznać czytając chyba najsłynniejszą z ich książek - "Wichrowe Wzgórza" Emily  Bronte. Potem w moje ręce trafiła feministyczna powieść Anne - "Lokatorka z Wildfell Hall", którą zrecenzowałam tutaj. A teraz w końcu udało mi się przeczytać "Shirley" autorstwa Charlotte, najpłodniejszej pisarki z całego rodzeństwa. Wielu z was pewnie dziwi fakt, że nie sięgnęłam najpierw po "Jane Eyre", która jest przecież powszechnie zachwalana i określana jako ta "naj" w dorobku najstarszej z sióstr Bronte. Postanowiłam bowiem postąpić na odwrót i najpierw zapoznać się z tymi mniej znanymi utworami, by "Jane Eyre" zostawić sobie na sam deser ;)

wtorek, 2 września 2014

"Opowieści z dreszczykiem: Noc druga" - czyli antologia krótkich utworów grozy


"Opowieści z dreszczykiem: Noc druga" to zbiór krótkich opowiadań  "z dreszczykiem". Są to utwory powstałe w wieku XIX, napisane głównie przez pisarzy brytyjskich i amerykańskich. Antologia ta wydana została w roku 1960 przez wydawnictwo Iskry. W skład książki wchodzą:

Walter Scott - Opowieść kobziarza
William Austin - Peter Rugg, zaginiony
Washington Irving - Upiorny narzeczony
Edward George Earle Bulwer-Lytton - Duchy i ludzie
Nathaniel Hawthorne - Córka Rappacciniego
Edgar Allan Poe - Studnia i wahadło
Charles Collins & Charles Dickens - Proces o morderstwo
Wilkie Collins - Przeraźliwe łoże
Fitz-James O’Brien - Co to było?
Margaret Oliphant - Okno biblioteki
Frank R. Stockton - Opowieść o sile ujemnego ciążenia
Thomas Hardy - Trzej nieznajomi
Ambrose Bierce - Człowiek i wąż
Henry Jame
s - Sir Edmund Orme

Robert Louis Stevenson - Markheim
F. Marion Crawford - Wrzeszcząca czaszka
Vernon Lee -Amour dure
Joseph Conrad - Il conte
Montague Rhodes James - Uroki
Edith Wharton - Później
Edward Frederic Benson - O człowieku, który przeholował
Hector Hugh Munro (Saki) - Otwarte drzwi


Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie zbyt wiele czytam opowiadań. Na liście przeczytanych przeze mnie pozycji królują głównie powieści. A przecież jakieś krótkie opowiadanie, czy nowela wcale nie muszą być gorsze tylko dlatego, że mają znacznie mniej stron. Dlatego postanowiłam, że czas to zmienić i zaczęłam szukać jakiegoś ciekawego zbioru opowiadań. Tak właśnie trafiłam na bardzo ciekawa antologię - "Opowieści z dreszczykiem: Noc druga". Jako że bardzo lubię takie stare opowieści o duchach bardzo byłam tego zastawu ciekawa.

Utwory znajdujące się  w niniejszej książce powstały na przestrzeni XIX wieku. Jedne na początku, inne zaś na końcu owego stulecia. Jak można się przekonać patrząc na powyższą listę wśród autorów, których dzieła zostały wybrane, znajdują się same tuzy epoki wiktoriańskiej. Jest to antologia, więc wiadomo, że nie wszystkie prace tutaj zebrane są napisane na równym poziomie. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej, ale ogólnie cały zbiór oceniam dobrze. Myślę też, że tytuł tej książki jest adekwatny do jej zawartości. Są to rzeczywiście opowieści z lekkim "dreszczykiem" i mimo wszystko nie należy się po nich spodziewać, że wystraszą nas aż tak bardzo, że nie będziemy mogli w nocy zmrużyć oka. Są to bardziej lekkie i nastrojowe opowiadania przesiąknięte klimatem tajemnicy.  Najbardziej podobał mi się "Markheim" Roberta Louisa Stevensona - za ciekawe spojrzenie w psychikę przestępcy. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem i już się nie mogę doczekać, kiedy w końcu będę miała okazję przeczytać jego najsłynniejsze dzieło - "Doktora Jekyll'a i pana Hyde". Na uwagę zasługują moim zdaniem również: "Przeraźliwe łoże" Wilkie Collinsa, "Okno biblioteki" Margaret Oliphant, "Trzej nieznajomi" Thomasa Hardy'ego oraz "Sir Edmund Orme" Henry'ego Jamesa. I to nie dlatego, że są najstraszniejsze, tylko ja po prostu lubię powyższych autorów i styl tych opowiadań najbardziej przypadł mi do gustu.

Polecam. Zwłaszcza pasjonatom XIX wieku i starych opowieści o duchach. Najprzyjemniej czytałoby się tą antologię w pochmurny jesienny wieczór, siedząc przy kominku i pozwolić, by każdy kolejny autor mógł snuć swoją własną opowieść...
 


           


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


wtorek, 19 sierpnia 2014

"Szara dama" czyli o opowieści grozy Elizabeth Gaskell

 
Ostatnio po przeczytaniu kilku grubszych książek miałam ochotę na coś lżejszego. Zważywszy na pogodę jaka panuje za oknem postanowiłam poszukać sobie jakiegoś krótkiego utworu grozy. Tak właśnie trafiłam na nowelę Elizabeth Gaskell "Szara dama" (ang. "The Grey Woman"). O autorce już wcześniej słyszałam i zastanawiałam się nad przeczytaniem którejś z jej książek, więc uznałam, że będę mogła ten krótki utwór potraktować jako próbkę jej stylu.
 
Elizabeth Cleghorn Gaskell
 
Akcja utworu rozgrywa się w latach 40-tych XIX w. na brzegu rzeki Neckary w Badenii-Wirtembergii. Do młyna wodnego przybywa grupa przyjaciół, aby napić się kawy. Jeden z podróżnych zauważa portret pięknej młodej kobiety, wiszący na ścianie w domu młynarza. Gospodarz próbuje zaspokoić ciekawość gościa...
 
 
 
Jakie są moje wrażenia? Całkiem dobre. Dostałam dokładnie to czego chciałam. Klimatyczna i mroczna gotycka historia sprawdziła się wybornie na panującą teraz deszczową aurę. Autorka pisząc "Szarą damę" inspirowała się legendą o Sinobrodym i prozą Ann Radcliffe. Opowiadanie klimatem może trochę  przypominać Wichrowe Wzgórza Emily Brontё czy "Kobietę w bieli" Wilkie Collinsa.  Jak na prawdziwą wiktoriańską opowieść grozy przystało nie brakuje tu podstawowych cech czarnego romansu. Jest oczywiście niecny łotr, niewinna dama w opałach i złowrogie zamczysko. Autorka w fantastyczny sposób zbudowała napięcie, które ani na chwilę nie pozwala nam na oderwanie się od czytania. Miło spędziłam czas czytając tą nowelę. Na pewno zachęciła mnie do zapoznania się z całą twórczością Elizabeth Gaskell. Jedynym mankamentem może się okazać ciut archaiczny język, ale mi nie przeszkadzał on aż tak bardzo. Polecam miłośnikom klasycznych opowieści grozy, w których najważniejszą rolę odgrywa klimat i uczucie narastającego niepokoju. Wielbicielom współczesnych krwawych horrorów odradzam czytania, gdyż mogą się poczuć rozczarowani. Jeżeli więc macie ochotę na taką nastrojową historię i nie boicie się klasyki to zachęcam do przeczytania.

środa, 23 lipca 2014

"Kobieta w bieli" - tajemnicza historia według Wilkiego Collinsa


Po przeczytaniu znakomitego "Kamienia Księżycowego" postanowiłam zapoznać się również z pozostałymi dziełami Wilkiego Collinsa. Pisarz, który był bardzo bliskim przyjacielem Charlesa Dickensa napisał w ciągu swego życia aż 30 powieści, z czego w Polsce wydanych zostało jedynie 3! Collins, który był jednym z najbardziej znanych, najbardziej lubianych, a przez pewien czas nawet najlepiej opłacanych wiktoriańskich beletrystów, teraz wydaje się być pogrążony w mroku zapomnienia. Niestety, jak już wcześniej wspomniałam u nas w kraju zdobyć można tylko 3  książki tego autora - "Kamień Księżycowy", który zrecenzowałam tutaj, "Tajemnicę pałacu w Wenecji", która ma niecałe 200 stron i przypomina bardziej przerośnięte opowiadanie, niż powieść z prawdziwego zdarzenia oraz w końcu "Kobietę w bieli", którą po usilnych staraniach również udało mi się zdobyć.

Akcja utworu toczy się w połowie XIX wieku. Młody nauczyciel rysunku, Walter Hartright, zostaje zatrudniony w roli nauczyciela dwóch sióstr Laury Fairlie i Marian Halcombe w dworze Limmeridge. W trakcie swojej podróży spotyka tajemniczą kobietę w bieli. To spotkanie już na zawsze odmienia jego życie.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu mam mieszane uczucia. Sądziłam, że zakończenie będzie bardziej zaskakujące, tak jak to miało miejsce w "Kamieniu Księżycowym". Niestety pod tym względem książka mnie zawiodła. Nie oznacza to jednak, że powieść Collinsa mi się nie spodobała, bo było wręcz przeciwnie. Wydaje mi się tylko, że wszystkie te tajemnice i intrygi, które autor tak skrupulatnie budował na przestrzeni całej historii na końcu zostały potraktowane po macoszemu i zostały wyjaśnione w  zbyt prosty i oczywisty sposób. Potencjał był naprawdę spory, ale widocznie panu Collinsowi zabrakło kreatywności, by go w pełni wykorzystać.

Innym mankamentem są zbyt długie opisy, które mogą troszeczkę pomęczyć, ale taki już czar klasyki.

"Kobieta w bieli" to bardzo obszerna (moje wydanie miało ponad 600 stron małym druczkiem) powieść obyczajowa. Obyczajowa powtarzam, a nie kryminalna jak często jest nazywana. Jest tu co prawda pewna tajemnica, która pojawia się na początku i zostaje wyjaśniona na końcu. Co nie czyni jednak tej książki od razu kryminałem. Mimo wszystko to utwór prekursorski, który miał olbrzymi wpływ na wykształcenie się powyższego gatunku. Na łamach powieści możemy znaleźć, co prawda jeszcze niezbyt rozwinięte, ale mimo wszystko wszelkie podstawowe elementy prozy detektywistycznej. Mówi się również, że Wilkie Collins i jego imitatorzy przenieśli grozę gotyckich powieści z starych Włoskich zamków do ciemnych salonów wiktoriańskiej Anglii. Rzeczywiście klimat tajemnicy i dreszczyk emocji towarzyszą nam już od pierwszej strony. Jednak ostrzegam, że osoby spodziewające się czegoś bardzo mrocznego i mocno przesiąkniętego grozą mogą się poczuć rozczarowane. 


Podobnie jak w "Kamieniu Księżycowym" narracja składa się z opisów poszczególnych postaci. Autor przyznał, że chciał by jego bohaterowie relacjonowali zdarzenia, w których brali udział, podobnie jak czynią świadkowie zeznający w sadzie.

Jak już wspominałam w recenzji do poprzedniej książki Wielkie Collins jest niedoścignionym mistrzem w kreowaniu bohaterów. Opisani barwnie, zachowując się bardzo często w dość specyficzny i niecodzienny sposób są prawdopodobnie największym plusem całej książki.

W tym utworze brytyjskiego pisarza zachwycają dwie osoby: panna Halcombe i hrabia Fosco. Marian Halcombe jest kobietą silną, rezolutną, pomysłową i gotową do poświęceń dla osób, które kocha. Jest to na pewno jedna z najciekawszych postaci kobiecych epoki królowej Wiktorii. Bohaterka ta tak spodobała się ówczesnym czytelnikom, że Wilkie Collins otrzymywał wiele listów od mężczyzn, którzy chcieli poznać jej prawdziwe dane, by się z nią ożenić. Warto nadmienić, że siostra Laury opisana jest jako raczej nieatrakcyjna kobieta. Jeszcze ciekawiej nakreślona została postać hrabiego. Główny czarny bohater nie jest zwykłym typkiem spod ciemnej gwiazdy, ale bardzo ekscentryczną osobą. Jest sprytny, inteligentny, spokojny, sympatyczny, opanowany i kocha zwierzęta, szczególnie swoje białe myszy. Bohaterowie tej książki zrobili furorę wśród brytyjskiej społeczności. Rodzice lubiący głównego bohatera nadawali swoim dzieciom imię Walter. Główny czarny charakter był również uwielbiany. Fosco stało się ulubioną nazwą dla kotów - a kilka lat później - pseudonimem Oscara Wilde.

Podsumowując "Kobieta w bieli" to ciekawa i wciągająca wiktoriańska powieść zwracająca uwagę na los kobiet tamtej epoki. To utwór napisany pięknym językiem wymagający cierpliwości i sporej ilości czasu. Historia trzyma w napięciu, a niespodziewane zwroty akcji co rusz nas zaskakują. To pozycja dla miłośników starych książek. Nie mogę jej polecić każdemu, gdyż zdaję sobie sprawę, że dla co po niektórych przebrnięcie przez nią mogło by być drogą przez mękę. Mi się podobała. Lubię prozę Wilkiego Collinsa i klimat XIX wieku. Czytanie zajęło mi nieco ponad 2 tygodnie. I żałuję, że tak szybko skończyłam, bo nie prędko będę mogła znów przeczytać coś tego autora. A tak na zakończenie dodam jeszcze jako ciekawostkę, że autor był tak dumny ze swojego dzieła, że kazał je sobie wyryć na nagrobku.








piątek, 18 lipca 2014

"Lokatorka Wildfell Hall " - feministyczna powieść Anne Bronte

" - To szaleństwo mnie zabije!
- Nie uwolnisz się od niego (...) - to rzeczywistość "

"Lokatorka Wildfell Hall" to powieść angielskiej pisarki Anne Bronte powstała w 1848 roku. To moje drugie spotkanie z twórczością sióstr Bronte. Wcześniej miałam przyjemność przeczytać "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte, które bardzo mi się spodobały i zachęciły do zapoznania się również z twórczością pozostałych sióstr.

Autorka opowiada historię Helen Graham, tajemniczej wdowy,  której pojawienie się w opuszczonym dworze Wildfell Hall wywołuje huragan plotek wśród okoliczne ludności. Okazuje się, że kobieta skrywa mroczny sekret. Jaki to sekret musicie doczytać już sami.


Książka oczarowuje nas od początku wykwintnym językiem. Pani Bronte pisze w sposób lekki, przyjemny a jej uwagi są celne i trafne. To prawdziwa mistrzyni pióra! Bardzo mnie dziwi, że jej utwory są w naszym kraju tak mało znane. Dzieło najmłodszej ze sióstr ma budowę szkatułkową - w jednej historii ukryta jest druga. Pisarka zastosowała różne formy narracji (list, pamiętnik).

"Zresztą śmiech i łzy to dla mnie jedno i to samo: często płaczę ze szczęścia i uśmiecham się, gdy ogarnia mnie przygnębienie"

Powieść Anne Bronte to prawdziwa gratka dla miłośników klimatu XIX wiecznej Anglii. Mamy tu bowiem wszystko - duże wiejskie posiadłości, eleganckie damy, szlachetnych dżentelmenów i surowe zasady  towarzyskie tak charakterystyczne dla epoki królowej Wiktorii. Ale to wszystko tylko pozór. Autorka daje nam wgląd w mniej sielską rzeczywistość epoki wiktoriańskiej, niż ta do której przywykliśmy. Pod fasadą  dobrych manier i uprzejmości ukryte są ludzkie dramaty. Tutaj romantyczne patrzenie na świat zostaje zastąpione przez realistyczne podejście do życia.

Autorka wyprzedza swoją epokę. W swoich utworach obnaża niesprawiedliwość z jaką były traktowane kobiety w tamtych czasach. Wtedy żona należała tylko i wyłącznie do męża. Nie mogła mieć własnego majątku ani sama o sobie decydować. Jej życie było całkowicie uzależnione od decyzji jej małżonka.

"Lokatorka Wildfell Hall" to gorzka lektura z której mamy wynieść pouczające wnioski. Uznana została za pierwszą powieść feministyczną, gdyż w tamtych czasach postępowanie jakiego dopuściła się bohaterka było niedopuszczalne. Nam jednak oburzenie jakie towarzyszyło wtedy treści tej książki może się wydać dziwne, ponieważ przywykliśmy juz do znacznie gorszych rzeczy.

Początek jest trudny, jak to zawsze w przypadku klasyki bywa. Jednak gdy się wejdzie głębiej w całą historie nie można się oderwać od czytania, a gdy już przewrócimy ostatnią stronę czujemy pustkę i tęsknotę za tamtym światem.  Anne Bronte stworzyła historię porywającą i dającą wiele do myślenia. To dzieło ponadczasowe. Warte przeczytania.


wtorek, 15 lipca 2014

Księżycowy Kamień - czyli o pierwszej powieści detektywistycznej



Fanką kryminałów jestem od dawna. Przeczytałam ich już naprawdę sporo. W końcu postanowiłam zapoznać się z utworami, które określiły podstawy i zasady prozy detektywistycznej. Tak w moje ręce trafiła książka Wilkiego Collinsa "Księżycowy Kamień". Było to moje pierwsze spotkanie z prozą brytyjskiego pisarza i muszę przyznać spotkanie nad wyraz udane. Jestem naprawdę zachwycona tą książką!  Ale po kolei...

Akcja utworu toczy się w XIX wieku. Młoda Angielka - Rachel Verinder dostaje podczas swoich 18 urodzin diament zapisany jej w spadku przez wujka. Na klejnocie rzekomo ciąży klątwa. Dziewczyna nie zważając na przesądy nosi kryształ podczas przyjęcia urodzinowego. Następnego dnia okazuje się, że w nocy diament został wykradziony. Rozpoczyna się emocjonujące śledztwo.

Co więc sprawiło, że jestem tak mocno zafascynowana Księżycowym Kamieniem?  Na pewno styl w jakim jest napisany. Pan Collins posługuje się bogatym i wysmakowanym językiem XIX wiecznej Anglii, którego próżno szukać we współczesnych powieściach,  a który nadaje książce wiele uroku. Dialogi zostały napisane w ciekawy i inteligentny sposób. Opisy, co prawda niekiedy ciut przydługawe są potrzebne, by zrozumieć całą tą zagmatwaną historię. Autor doskonale poradził sobie również z budowaniem napięcia. Na każdej stronie czytelnik jest zaskakiwany nowymi okolicznościami, które zamiast nas przybliżyć do rozwiązania jeszcze bardziej gmatwają całą sprawę. Spodobało mi się również to, że pisarzowi udało się mnie przechytrzyć i do samego końca nie odgadłam zagadki zniknięcia diamentu.

Jedyną wadą tej książki jest zbyt długi początek. Naprawdę mocno się wynudziłam zanim doszło do dnia kradzieży księżycowego kamienia. Ale warto było się trochę pomęczyć, gdyż dalsza część w pełni rekompensuje słaby początek.

Historię poznajemy dzięki chronologicznie ułożonym relacją świadków wydarzeń. Był to zabieg na prawdę dobrze przemyślany, gdyż dzięki temu możemy spojrzeć na wszystkie wydarzenia z różnych punktów widzenia. Każdy bohater pisze w swoim specyficznym stylu. Co tylko mnie utwierdziło w przekonaniu jak dużym talentem był obdarzony autor.

Wilkie Collins jest też w mistrzem w kreowaniu bohaterów. W książce nie brakuje interesujących i barwnie opisanych postaci. Prym tu wiedzie bezsprzecznie panna Clark,  która pragnie wszystkich nawracać poprzez rozdawanie ludziom swoich religijnych broszurek. Na uwagę zasługuje też stary, poczciwy Betteredge,  który od początku jest mocno zaangażowany w prowadzone dochodzenie, a gdy trapią go jakieś wątpliwości szuka porady w swojej ulubionej powieści - Robinsonie Crusoe. Istotną rolę odgrywają także służący, którzy sportretowani zostali jako oddani i wierni członkowie rodziny.

Kamień Księżycowy to porywająca i wciągająca wielowątkowa opowieść, w której obok intrygi kryminalnej występuje  rozbudowany wątek obyczajowy. Jest też dokładnym opisem Anglii epoki królowej Wiktorii, norm i obyczajów jakie wówczas panowały.

Komu mogę polecić? Na pewno miłośnikom starych powieści i tym, którzy podobnie jak ja chcą się przekonać jakie były początki tak popularnego gatunku jakim jest teraz niewątpliwe kryminał. Do przeczytania tej obszernej księgi niezbędna jest cierpliwość i wytrwałość, dlatego odradzam czytanie ludzią przyzwyczajonym do współczesnych utworów sensacyjnych, w których wszystkie wydarzenia następują po sobie w błyskawicznym tempie.