Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfred Hitchcock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfred Hitchcock. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2016

Hitchcock: "Zawrót głowy"

 
 
 
 
 
“Scottie, do you believe that someone out of the past
- someone dead - can enter and take possession of a living being?”
 
 
 
 
Alfred Hitchcock to człowiek niezwykły. Świat kina zawdzięcza mu tak wiele, że śmiem twierdzić, iż bez jego filmów współczesna kinematografia nie wyglądała by tak samo. Może niektórzy się ze mną nie zgodzą, inni tylko w części, jednak dla mnie ten niezwykły Brytyjczyk na zawsze zostanie mistrzem, wirtuozem nie tylko suspensu i napięcia, ale też świetnego humoru, którego nie brakuje w jego produkcjach. Zaskakuje też olbrzymie spektrum tematów i gatunków, w których słynny Hitch czuje się jak ryba w wodzie, a co więcej zręcznie łączy je nawzajem. Powoli, stopniowo odkrywam kolejne filmy reżysera, choć przyznaję póki co nie widziałam jeszcze nawet połowy z nich, tak bogaty jest jego dorobek twórczy. Jakiś czas temu miałam okazję zobaczyć "Zawrót głowy" jeden z bardziej znanych tytułów mistrza, który spotyka się z diametralnie różnymi ocenami, nawet wśród jego fanów. Jeżeli jesteście ciekawi jaka jest moja ocena zapraszam do dalszej części tekstu.
 

sobota, 10 października 2015

Hitchcock: "Okno na podwórze"


 


 
"- Czego tam wypatrujesz ?!
- Chcę się dowiedzieć, co się stało z żoną komiwojażera.
  Czy to znaczy, że jestem wariatem ?"
 

Alfred Hitchcock nazwisko znane chyba każdemu kinomanowi. Mistrz suspensu i napięcia. Człowiek legenda, którego produkcje mimo upływu lat wciąż znajdują całe mnóstwo widzów. Którzy do dziś dnia dają się  mu wodzić za nos. Jego wielki wkład w rozwój kinematografii jest nie do ocenienia. Bez niego współczesne filmy kryminalne, thrillery i horrory nie wyglądały by tak jak obecnie. Stopniowo zapoznając się z jego dorobkiem obejrzałam jeden z najsłynniejszych obrazów brytyjskiego reżysera "Okno na podwórze".
 
 

niedziela, 5 lipca 2015

Hitchcock: "Numer siedemnaście"


"- Co masz w swoich kieszeniach?
- Dziury!"
 
Moja podróż po filmach mistrza suspensu trwa w najlepsze. Powoli krok po kroku poznaję jego dzieła. A z każdym kolejnym rośnie moje uznanie do tego artysty. Tak się na razie składa, że miałam okazję zapoznać się z tymi starszymi i mniej znanymi produkcjami. Wiadomo najlepsze zostawiam sobie na sam koniec. W ostatnim czasie całkowicie przypadkowo dane mi było obejrzeć film Hitcha, o którym nawet wcześniej nie słyszałam, tym bardziej byłam nim właśnie zaintrygowana.

sobota, 13 grudnia 2014

Hitchcock: "Rebecca"

 

"Last night I dreamt I went to Manderley again."

 

 
Tymi właśnie słowami rozpoczyna się książka Daphne du Maurier, ale również ekranizacja tego dzieła w reżyserii samego Alfreda Hitchcocka. "Rebecca", bo o niej oczywiście mowa, to film, który od bardzo dawna mnie interesował. Uważany jest w końcu za jedną  z najlepszych produkcji mistrza suspensu. Wstyd więc takiej klasyki nie znać. A że ja już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać książkę na której podstawie powstał i nie będę ukrywać, że powieść Daphne du Maurier wywarła na mnie dość duże wrażenie, z tym większą ciekawością chciałam sprawdzić jak z przeniesieniem na ekran tego niezwykłego utworu poradził sobie jeden z moich ulubionych reżyserów.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Hitchcock: "39 kroków"

 
-Piękna, tajemnicza kobieta ścigana przez bandytów.
Brzmi jak opowieść szpiegowska.
-Bo dokładnie tak jest.
 
"39 kroków" (ang. The 39 Steps) to brytyjski thriller z 1935 roku, w reżyserii Alfreda Hitchcocka, zrealizowany na podstawie powieści Johna Buchana pt. "39 stopni czyli Tajemnica czarnego kamienia". Akcja filmu rozgrywa się w latach 30. XX wieku. Richard Hannay spędza urlop w Londynie i podczas spektaklu w jednym z tamtejszych teatrów poznaje piękną Anabellę. Dziewczyna ukrywa się przed ścigającymi ją agentami służb specjalnych. Richard zabiera ją do swojego mieszkania, jednak jeszcze tej samej nocy Anabelle zostaje zamordowana, a Hannay staje się głównym podejrzanym. Postanawia rozwikłać zagadkę morderstwa i oczyścić się z podejrzeń...
 
 
 
"39 kroków" to moje kolejne spotkanie ze słynnym mistrzem suspensu. Tym razem brytyjski reżyser serwuje nam świetną historię szpiegowską. Głównym bohaterem tego filmu jest Richard Hannay, który przez przypadek zostaje wplątany w sieć międzynarodowej intrygi. Uznany za winnego w samotności musi stawić czoła całemu światu, by udowodnić, że stawiane mu zarzuty są jedną wielką pomyłką. Fabuła skonstruowana została naprawdę ciekawie. Akcja rozkręca się już na samym początku i nie możemy narzekać na nudę aż do końca seansu. Niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że z ciekawością śledzimy losy głównego bohatera walczącego o odzyskanie dobrego imienia.
 
Co się tyczy bohaterów to musze przyznać, że odgrywający rolę Richarda Robert Donat spisał się naprawdę dobrze.  Jest zabawny, inteligentny i uwodzicielski do tego nie poddaje się i wytrwale walczy, mimo pojawiających się co rusz nowych przeciwności losu. Jednak to nie jego rola spodobała mi się najbardziej, lecz postać jaką w genialny sposób wykreowała jedna ze słynnych zimnych blondynek Hitchcocka  - Madeleine Carroll. Nie wiem co sprawiło, że to ona najbardziej zapadła mi w pamięć. Może wpływ miało na to jej początkowe irytujące zachowanie. Lubię takie charakterne bohaterki. No i jeszcze ta chemia między nią a Richardem... Co do obsady nie mam więc żadnych zastrzeżeń.
 
 
 
 
Podsumowując "39 kroków" to ciekawe kino sensacyjne. Podczas seansu bawiłam się naprawdę dobrze. I co z tego, że w tym filmie nie brakuje absurdalnych sytuacji i wydarzeń, których prawdopodobieństwo można by było poddać dyskusji. Należy pamiętać, że jak na czasy w których ta produkcja powstała to i tak jest to obraz nowatorski i powinniśmy  przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia. Nie jest to na pewno najwybitniejszy film Hitchcocka, ani najlepszy film sensacyjny. Mimo to jak najbardziej polecam go wszystkim i zachęcam do obejrzenia, bo naprawdę warto.
 
 
 
 
 

sobota, 16 sierpnia 2014

Hitchcock: "Starsza pani znika"

"- Chodź, usiądź, uspokój się. W czym problem?
- Jeśli musisz wiedzieć coś spadło na moją głowę.
- Kiedy? W dzieciństwie?"
 
"Starsza pani znika" – brytyjski thriller w reżyserii Alfreda Hitchcocka z 1938 roku, zrealizowany na postawie powieści Ethel Liny White. Przedostatni film Hitchcocka zrealizowany w Wielkiej Brytanii przed jego przeprowadzką do Hollywood. Akcja filmu rozgrywa się głównie w pociągu jadącym przez fikcyjny kraj bałkański. Fabuła skupia się na tytułowej starszej pani, która znika podczas podróży. Podróżująca z nią młoda współpasażerka postanawia ją odnaleźć.

"Starsza pani znika" to fantastyczna komedia pełna napięcia, z przewrotną intrygą i swoistym klimatem starego filmu. To przedostatni film reżysera zrealizowany  w jego ojczyźnie i najbardziej znany jeśli chodzi o ten etap jego twórczości. Nie brakuje tu ciekawego wątku kryminalnego. Tajemnicze zaginięcie starszej pani od początku wzbudza w nas zaciekawienie. Zaczynamy zadawać sobie różne pytania dotyczące tego wydarzenia i snujemy domysły co się wydarzyło. Czy to było morderstwo, czy może porwanie? A co jeśli starsza pani zniknęła dobrowolnie? A może nigdy nie istniała i jest tylko wytworem wyobraźni Iris?


Oglądając dzieło Hitchcocka bawiłam się wybornie. Mimo, że niektóre sytuacje mogą nam się wydać nieprawdopodobne i sztuczne, to należy pamiętać, że nie o dokładne odwzorowanie rzeczywistości tutaj chodziło, ale o dostarczenie dobrej rozrywki widzowi, a pod tym względem nie mam temu obrazowi nic do zarzucenia. Scenariusz jest dobry, ma oczywiście pewne mankamenty, takie jak trochę zbyt naiwne zakończenie, ale to tylko szczegóły, które nie psują nam ogólnego wrażenia.


Fantastyczni w tej produkcji są bohaterowie. Nietuzinkowi, ciekawie odwzorowani, mają być uosobieniem ludzkich stereotypów. Przejaskrawieni i groteskowi, bawią nas swoim zachowaniem. Najbardziej z pośród nich wszystkich polubiłam dwóch flegmatycznych brytyjskich przyjaciół, którzy za nic w świecie nie chcieli spóźnić się na mecz krykieta. Gdy ta dwójka pojawiała się na ekranie od razu na moich ustach pojawiał się uśmiech. Świetna moim zdaniem jest też główna bohaterka Iris, chociaż niestety w dalszej części filmu traci trochę początkowego pazura. Trudno tutaj nie wspomnieć też o czarującym Gilbercie, który jako jedyny będzie wspierać naszą główną bohaterkę.

Wielkim plusem tej produkcji są genialnie napisane dialogi. Ironia i satyra nie opuszczają nas ani na chwilę.




Podsumowując "Starsza pani znika" to lekkie i przyjemne kino. Film jest pełen świetnego humoru i sporej dawki absurdu. Ci, którzy będą w tej produkcji szukać dużej dawki suspensu, niestety się zawiodą. Ten film zamiast straszyć bawi. Polecam.