Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XVIII wiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XVIII wiek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

Poszukując gotyku w literaturze: Matthew Gregory Lewis "Mnich"




Kontynuujemy naszą przygodę z powieścią gotycką. Tym razem postaram się przybliżyć Wam nieco trzeciego najważniejszego autora tworzącego w klasycznej formie tego gatunku Matthew Gregory Lewisa i jego skandalizującego "Mnicha".
 
 
 
Przy okazji moich poprzednich wpisów spróbowałam przybliżyć Wam nieco powieść gotycką na przykładzie jej najwcześniejszych przedstawicieli. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zapoznania się bliżej z tym ciekawym gatunkiem i że niektórzy już wpisali któreś z poprzednich tytułów na swoją listę książek do przeczytania. Jeżeli dalej jesteście zainteresowani w odkrywaniu tego typu literatury i chcecie się dowiedzieć jaka jeszcze powieść straszyła bohaterki "Opactwa Northanger" Jane Austen zapraszam do przeczytania dzisiejszego wpisu.
 

sobota, 24 października 2015

"Zakochany Goethe" - czyli o tym jak odpowiednio zmarnować potencjał

 
 
 
Świat filmu uwielbia biografie. Niezwykłe losy artystów, wynalazców, odkrywców i ponadprzeciętnych ludzi inspirują twórców X muzy od samego początku. Nic w tym bowiem dziwnego, w końcu od dawna twierdzi się, że najlepsze scenariusze pisze właśnie życie, a już w szczególności to pełne barwnych przygód i dostatecznej dramaturgii. Widz oczekuje przecież spektaklu, widowiska które w patetyczny sposób ukaże mu rodzącą się krok po kroku osobowość. Film fabularny rządzi się swoimi zasadami: musi ciekawić, trzymać w napięciu, dlatego przed bohaterami stawia się kolejne przeciwności losu, które muszą pokonać, by osiągnąć dany cel – w przypadku biografii sławę i uznanie. Obrazem na kanwie własnego życia może poszczycić się też słynny niemiecki pisarz Johann Wolfgang von Goethe. Reżyser Philipp Stolzl pokusił się o stworzenie obrazu bazującego na jednym z epizodów z życia wielkiego poety – zakazanej miłości, która stała się inspiracją do powstania jego wielkiego dzieła „Cierpień młodego Wertera”.
          

niedziela, 27 września 2015

Poszukując gotyku w literaturze: Ann Radcliffe " Tajemnice zamku Udolpho: romans strofami poezji przetykany"

 
 
 
Ten post powinien być pierwszym, w którym rozpocznę moją serię "Poszukując gotyku w literaturze". Powinien być. Ale jak się okazało niechcący już rok temu, jeszcze zanim zdecydowałam o realizacji tego przedsięwzięcia, popełniłam wpis, który jak nic należy uznać za pierwszy. Toteż nie widząc sensu w kopiowaniu tutaj zawartych tam informacji, myślę, że lepiej będzie, gdy odeślę was do tamtego wpisu ---> klik zanim przejdziecie do czytania tego.

sobota, 5 września 2015

"Cierpienia młodego Wertera" - czyli o cierpieniach czytelnika

 
 
 
 
Znowu na tym blogu mam okazję przedstawić wam jedną z lektur szkolnych. Na pewno w najbliższym czasie jeszcze kilka się ich pojawi, bo szkoła a w tym roku mam ich naprawdę bardzo dużo. Do tego olbrzymia dawka materiału do nauki z innych przedmiotów sprawia, że ledwo co mam czas oddychać, o czytaniu utworów z poza kanonu nawet nie wspominając. Ale myślę, że uda mi się raz na jakiś czas przeczytać coś tak dla siebie. Na razie zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat jednego z klasyków literatury światowej.
 

środa, 27 sierpnia 2014

"Zamczysko w Otranto" - czyli pierwsza powieść gotycka


Strach to jeden z najstarszych i najsilniejszych uczuć oddziałujących na człowieka. Niesamowite opowieści o duchach, wampirach i innych upiorach wciąż żywo działają na naszą wyobraźnię. Świadczyć o tym może niesłabnące  zainteresowanie horrorami. Pomimo wielkiego postępu nauki wciąż lubimy odrywać się od rzeczywistości do świata, w którym nie wszystko da się wytłumaczyć w sposób racjonalny, a budzące grozę opowieści dalej nas  fascynują.

   
Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek jakie są początki literatury grozy? Okazuje się, że   pierwszy utwór, który możemy uznać za prekursora tego gatunku jest "Zamczysko w Otranto". Autorem tej powieści jest brytyjski arystokrata Horace Walpoe. Był on najmłodszym synem pierwszego premiera Wielkiej Brytanii. Sam również parał się polityką, ale do historii przeszedł z całkiem innych względów.
Walpole żył w XVIII wieku, czyli w dobie pełnego rozkwitu oświecenia. W wieku odwrotu od przesądów i zabobonów.  W czasach kiedy umysł ludzki uważano za nieograniczony, a filozofowie postulowali by wszystko postrzegać w sposób racjonalny. Brytyjski pisarz znudzony tymi poglądami żywo interesował się historią średniowiecza, epoki tak potępianej przez ówczesnych myślicieli. Jego fascynacja wiekami średnimi doprowadziła do tego, że przebudował swoją rodową rezydencję Strawberry Hill w stylu nawiązującym do gotyku.  W ten sposób powstał nowy styl w architekturze - neogotyk, który szybko rozprzestrzenił się po Europie. Ale do rzeczy. W 1764 roku Walpole wydał powieść, która już na zawsze zapisała się na kartach historii jako pierwsza powieść grozy - "Zamczysko w Otranto. Powieść gotycka". Podtytuł nadany przez Walpole'a stał się nazwą dla całej rodziny tego typu powieści. Od tego momentu określenie "gotycki" zaczęło być utożsamiane ze światem nadprzyrodzonym i obecną w nim grozą. Autor na początku wydał książkę anonimowo, gdyż obawiał się krytyki (termin "gotycyzm" kojarzono w tamtych czasach z "ciemnotą" i "barbarzyństwem"). Mimo to powieść zrobiła furorę (pierwszy nakład wyczerpał się już po paru dniach). Pisarz przekonany tym sukcesem trzecie wydanie zasygnował już własnym nazwiskiem.

Strawberry Hill
 
Książka rozpoczyna się w momencie, gdy na zamku Otranto trwają przygotowania do ślubu Konrada, jedynego syna księcia Manfreda. Uroczystość nie dochodzi jednak do skutku, ponieważ pan młody ginie wskutek zmiażdżenia przez spadający z nieba hełm (?). Rodzina jest wstrząśnięta tym faktem. Wielu zaczyna podejrzewać, że przyczyną tej tragedii jest stara legenda mówiąca, że: "Dobra i zamek Otranto przestaną należeć do rodu, który je posiada, gdy prawy właściciel wyrośnie zbyt wielki, aby mógł w nim mieszkać".
Cóż, mimo wszystko to nie jest straszna książka. Może kiedyś wzbudzała w czytelnikach lęk, ale dla współczesnych odbiorców pewne wydarzenia w niej opisane mogą wydać się śmieszne i groteskowe, ale na pewno nie przerażające. No bo kto teraz bałby się olbrzymiej ręki pojawiającej się znikąd, albo zjaw wychodzących z portretów? Według mnie powieść Walpole to bardziej melodramat z lekką domieszką nadprzyrodzonych wydarzeń, niż horror. Książka napisana jest przystępnym językiem, trochę nieudolnie stylizowanym na średniowieczny. Fabuła na początku rozkręca się bardzo szybko, potem następuje kilka nudnawych fragmentów, by znów pod koniec przyśpieszyć. Początkowe tajemnicze zachowanie księcia Manfreda zostaje szybko wyjaśnione, a cała intryga zaczyna się robić przewidywalna. Postacie mało oryginalne, jasno podzielone na te dobre i złe.  Nie należy jednak brać tego utworu całkiem na poważnie, a raczej potraktować jako wytwór zbyt wybujałej wyobraźni znudzonego arystokraty. Sam autor przyznał, że powieść tą pisał dla rozrywki. W jednym z listów pisał: "Stare zamki, malowidła, historie, gawędy sędziwych ludzi pozwalają człowiekowi żyć w dawnych czasach, które nie mogą nam sprawić zawodu. Pozwoliłem, aby rządziła mną nieskrępowana imaginacja, niekontrolowane wizje i namiętności. Pisałem wbrew prawidłom, krytykom i filozofom."  Nie zależnie od tego, trzeba pamiętać, że utwór ten, jakkolwiek naiwny był kamieniem milowym w rozwoju literatury grozy. Walpoe zawarł bowiem w swoim dziele wszystkie podstawowe elementy, które były potem wielokrotnie naśladowane przez innych twórców. W "Zamczysku..." nie brakuje oczywiście wydarzeń nadprzyrodzonych (duchy), jest także klątwa, gotycki łotr (książę Manfred), dręczone dziewice (Matylda i Isabela) oraz stary zamek pełen ukrytych przejść i mrocznych lochów.  Całą powieść można pochłonąć w jeden wieczór, jako, że ma ona jedynie 106 stron. Tą książkę można przeczytać z ciekawości, ale nie polecam ją wszystkim, gdyż wiem, że jest nieco zbyt archaiczna, by móc się spodobać współczesnym czytelnikom.