Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2016

Hitchcock: "Zawrót głowy"

 
 
 
 
 
“Scottie, do you believe that someone out of the past
- someone dead - can enter and take possession of a living being?”
 
 
 
 
Alfred Hitchcock to człowiek niezwykły. Świat kina zawdzięcza mu tak wiele, że śmiem twierdzić, iż bez jego filmów współczesna kinematografia nie wyglądała by tak samo. Może niektórzy się ze mną nie zgodzą, inni tylko w części, jednak dla mnie ten niezwykły Brytyjczyk na zawsze zostanie mistrzem, wirtuozem nie tylko suspensu i napięcia, ale też świetnego humoru, którego nie brakuje w jego produkcjach. Zaskakuje też olbrzymie spektrum tematów i gatunków, w których słynny Hitch czuje się jak ryba w wodzie, a co więcej zręcznie łączy je nawzajem. Powoli, stopniowo odkrywam kolejne filmy reżysera, choć przyznaję póki co nie widziałam jeszcze nawet połowy z nich, tak bogaty jest jego dorobek twórczy. Jakiś czas temu miałam okazję zobaczyć "Zawrót głowy" jeden z bardziej znanych tytułów mistrza, który spotyka się z diametralnie różnymi ocenami, nawet wśród jego fanów. Jeżeli jesteście ciekawi jaka jest moja ocena zapraszam do dalszej części tekstu.
 

sobota, 10 października 2015

Hitchcock: "Okno na podwórze"


 


 
"- Czego tam wypatrujesz ?!
- Chcę się dowiedzieć, co się stało z żoną komiwojażera.
  Czy to znaczy, że jestem wariatem ?"
 

Alfred Hitchcock nazwisko znane chyba każdemu kinomanowi. Mistrz suspensu i napięcia. Człowiek legenda, którego produkcje mimo upływu lat wciąż znajdują całe mnóstwo widzów. Którzy do dziś dnia dają się  mu wodzić za nos. Jego wielki wkład w rozwój kinematografii jest nie do ocenienia. Bez niego współczesne filmy kryminalne, thrillery i horrory nie wyglądały by tak jak obecnie. Stopniowo zapoznając się z jego dorobkiem obejrzałam jeden z najsłynniejszych obrazów brytyjskiego reżysera "Okno na podwórze".
 
 

sobota, 5 września 2015

"Cierpienia młodego Wertera" - czyli o cierpieniach czytelnika

 
 
 
 
Znowu na tym blogu mam okazję przedstawić wam jedną z lektur szkolnych. Na pewno w najbliższym czasie jeszcze kilka się ich pojawi, bo szkoła a w tym roku mam ich naprawdę bardzo dużo. Do tego olbrzymia dawka materiału do nauki z innych przedmiotów sprawia, że ledwo co mam czas oddychać, o czytaniu utworów z poza kanonu nawet nie wspominając. Ale myślę, że uda mi się raz na jakiś czas przeczytać coś tak dla siebie. Na razie zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat jednego z klasyków literatury światowej.
 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Nad Niemnem" - czyli o tym, że nie taki diabeł straszny jak go malują



Tak jak widzicie postanowiłam się zmierzyć z jedną z najbardziej nienawidzoną przez uczniów lekturą.  Czego ja się nie nasłyszałam i nie naczytałam na temat tej powieści. Że nudna, że akcja się wolno toczy, a już przede wszystkim te przerażające nieskończonością opisy. Nic tylko zmora, której chyba nikt tak na prawdę nie przeczytał. A ja, że żadnej książki się nie boję i im gorszą sławą się szczyci z tym większą chęcią przetestuję ją na własnej skórze. A moje wrażenia zaraz wam opiszę.

niedziela, 16 sierpnia 2015

"Pani Bovary" - czyli o nieosiągalnych pragnieniach



Od dawna zastanawia mnie jak duży wpływ na nasze życie i postrzeganie przez nas rzeczywistości ma obraz jaki dostajemy z różnych przekazów fikcyjnych takich jak książki, filmy, reklamy.  Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że mają i to wcale nie mały. Wielu z nas, świadomie lub nie, wynosi z nich pewne wzorce na przykład zachowań. Każdy z nas zna historię Don Kichota, który wpadł w obłęd po tym jak naczytał się zbyt wielu romansów rycerskich. Jak widać książki też mogą być niebezpieczne. Wspominam tutaj wielkie dzieło Miguela de Cervantesa, ponieważ również główną bohaterkę powieści Flauberta spotyka podobny przypadek.

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Chłopi" - czyli o roku w Lipcach


 
Na wstępie chciałabym przyznać, że tak, udało mi się, dokonałam rzeczy niemożliwej - przeczytałam "Chłopów". Całość. Chociaż zajęło mi to cały lipiec i część sierpnia, chociaż wydawać by się mogło, że tylko ktoś niespełna rozumu mógłby się porywać na coś takiego i poświęcić niemałą część wakacji na czytanie tej przecież znienawidzonej lektury szkolnej. I to na dodatek całości! Podczas gdy nawet na rozszerzeniu z języka polskiego wymagana jest tylko część pierwsza. Możecie mnie uznać za wariata, jak chcecie. Ale ja nie żałuję.
 

niedziela, 9 sierpnia 2015

"Dwunastu gniewnych ludzi" - czyli o trudnościach w wydaniu wyroku

 
 
"Winny"
 
 
 
Niewiele jest filmów, które potrafią trzymać widza w napięciu od samego początku do końca. Uzyskanie takiego efektu nie jest wcale łatwe i wymaga dużych umiejętności zwłaszcza na polu scenariusza. A co jeśli przebieg akcji umiejscowiony zostanie w praktycznie jednym miejscu? Czy takie coś może się udać? Jak sprawić by oglądający ani na chwilę nie stracili zainteresowania w takim wypadku?
 
 

niedziela, 12 lipca 2015

"Człowiek z marmuru" - czyli o przodownictwie pracy



"Ale ze statywu nie będziemy kręcić, dobra?! Tylko z ręki!"
Podczas poprzednich wakacji postanowiłam sobie zapoznać się z jak największą liczbą filmów zaliczanych do klasyki zarówno zagranicznej, ale również polskiej. Dwa miesiące szybko minęły i nastał rok szkolny a mi wciąż pozostało wiele filmów do nadrobienia. Starałam się dalej realizować moje postanowienie, mimo że czas wolnego miałam niezwykle mało. Ale teraz znów są wakacje i mam zamiar mocno wziąć się za realizację mojego celu. Dlatego też ostatnio sięgnęłam po film "Człowiek z marmuru", o którym mam zamiar wam dziś troszeczkę opowiedzieć.

niedziela, 21 czerwca 2015

"Mistrz i Małgorzata" - czyli o tym co działo się w mieszkaniu nr 50




Są dzieła, które przenoszą nas w zupełnie inny świat. Są książki, których mnogość interpretacji jest tak wielka, że uniemożliwia nam to zrozumienie jej za pierwszym razem. Są utwory po których przeczytaniu nasze spojrzenie na świat ulga pewnej zmianie, słowem zaczynamy dostrzegać więcej szczegółów, stajemy się bardziej krytyczni i dociekający. Taka właśnie jest powieść rosyjskiego pisarza Michaiła Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata". Książka, którą autor tworzył przez 12 lat pozostaje do dziś niedoścignionym arcydziełem, które nie pozwala zamknąć się w sztywnych ramach, którego nie da się zakwalifikować do precyzyjnie określonego gatunku i które wciąż możemy poznawać na nowo poprzez kolejne odczytywanie jej sensu.

niedziela, 29 marca 2015

"Trzeci człowiek" - czyli o Leonardzie i zegarze z kukułką



 
 
"Włochy pod rządami Borgiów – wojna, przelew krwi i kłębowisko intryg,
a wyprodukowali renesans, Leonarda i Michała Anioła. A Szwajcaria?
500 lat pokoju i demokracji i co mają? Zegar z kukułką".
 
Muszę przyznać, że lubię stare filmy. Oczywiście nie od zawsze, jeszcze nie tak dawno wszelkie czarno - białe dzieła wydawały mi się zbyt archaiczne, by współczesny widz mógł je bezboleśnie oglądać. Wydawało mi się wtedy, że te stare produkcje mogą się podobać tylko nielicznym osobom, bo inni po prostu ich nie zrozumieją. Ach jakże się wtedy myliłam. Ale na szczęście czasy mojej ignorancji mam już za sobą i odkąd się "nawróciłam" stałam się wielką fanką tych niemłodych już produkcji. Bowiem okazało się, że posiadają one jakąś niezwykłą magię, której próżno szukać we współczesnym kinie. W ciągu minionego roku udało mi się zapoznać z kilkoma nowymi tytułami i uzupełnić braki w tak zwanej klasyce. Doszło nawet do tego, że pokusiłam się o obejrzenie niemego filmu. Więc jak widzicie szaleję. Tym razem mam zamiar opowiedzieć wam o co prawda filmie, który niemy nie jest, ale do najmłodszych akurat nie należy.
 
 

wtorek, 10 marca 2015

"Siódma pieczęć" - czyli szachowy pojedynek na śmierć i życie

 
 
"Jof: Widzę ich, Mia! Widzę ich! O tam, na tle burzowej chmury. Są wszyscy. (…) A Śmierć, sroga pani, zaprasza ich do tańca. Mówi im, by się ujęli za ręce i rzędem poszli w tany. Sama kroczy na czele pochodu, w rękach trzyma kosę i klepsydrę, na końcu podryguje Skat z lirą. Idą korowodem od wschodu ku ciemności, a deszcz obmywa ich twarze, oczyszcza ich lica z zakrzepłych w sól łez.
Mia (z uśmiechem): Ach, te twoje widzenia i sny. "

 
Zauważyłam, że dość dawno nie pisałam o żadnym filmie. Jest to zapewne spowodowane tym, że ostatnio skupiłam się na oglądaniu kilku seriali, dlatego nie mam zbyt wiele czasu na oglądanie żadnych filmów. Na szczęście niedawno na lekcji obejrzałam bardzo dobry film, o którym chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć.
 
 

sobota, 10 stycznia 2015

"Shirley" - czyli o niespokojnych latach wojen napoleońskich w Yorkshire


"Shirley" to już moje trzecie spotkanie z twórczością słynnych XIX wiecznych pisarek. Pierwszy raz miałam okazję się z nimi zapoznać czytając chyba najsłynniejszą z ich książek - "Wichrowe Wzgórza" Emily  Bronte. Potem w moje ręce trafiła feministyczna powieść Anne - "Lokatorka z Wildfell Hall", którą zrecenzowałam tutaj. A teraz w końcu udało mi się przeczytać "Shirley" autorstwa Charlotte, najpłodniejszej pisarki z całego rodzeństwa. Wielu z was pewnie dziwi fakt, że nie sięgnęłam najpierw po "Jane Eyre", która jest przecież powszechnie zachwalana i określana jako ta "naj" w dorobku najstarszej z sióstr Bronte. Postanowiłam bowiem postąpić na odwrót i najpierw zapoznać się z tymi mniej znanymi utworami, by "Jane Eyre" zostawić sobie na sam deser ;)

sobota, 13 grudnia 2014

Hitchcock: "Rebecca"

 

"Last night I dreamt I went to Manderley again."

 

 
Tymi właśnie słowami rozpoczyna się książka Daphne du Maurier, ale również ekranizacja tego dzieła w reżyserii samego Alfreda Hitchcocka. "Rebecca", bo o niej oczywiście mowa, to film, który od bardzo dawna mnie interesował. Uważany jest w końcu za jedną  z najlepszych produkcji mistrza suspensu. Wstyd więc takiej klasyki nie znać. A że ja już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać książkę na której podstawie powstał i nie będę ukrywać, że powieść Daphne du Maurier wywarła na mnie dość duże wrażenie, z tym większą ciekawością chciałam sprawdzić jak z przeniesieniem na ekran tego niezwykłego utworu poradził sobie jeden z moich ulubionych reżyserów.

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Szara dama" czyli o opowieści grozy Elizabeth Gaskell

 
Ostatnio po przeczytaniu kilku grubszych książek miałam ochotę na coś lżejszego. Zważywszy na pogodę jaka panuje za oknem postanowiłam poszukać sobie jakiegoś krótkiego utworu grozy. Tak właśnie trafiłam na nowelę Elizabeth Gaskell "Szara dama" (ang. "The Grey Woman"). O autorce już wcześniej słyszałam i zastanawiałam się nad przeczytaniem którejś z jej książek, więc uznałam, że będę mogła ten krótki utwór potraktować jako próbkę jej stylu.
 
Elizabeth Cleghorn Gaskell
 
Akcja utworu rozgrywa się w latach 40-tych XIX w. na brzegu rzeki Neckary w Badenii-Wirtembergii. Do młyna wodnego przybywa grupa przyjaciół, aby napić się kawy. Jeden z podróżnych zauważa portret pięknej młodej kobiety, wiszący na ścianie w domu młynarza. Gospodarz próbuje zaspokoić ciekawość gościa...
 
 
 
Jakie są moje wrażenia? Całkiem dobre. Dostałam dokładnie to czego chciałam. Klimatyczna i mroczna gotycka historia sprawdziła się wybornie na panującą teraz deszczową aurę. Autorka pisząc "Szarą damę" inspirowała się legendą o Sinobrodym i prozą Ann Radcliffe. Opowiadanie klimatem może trochę  przypominać Wichrowe Wzgórza Emily Brontё czy "Kobietę w bieli" Wilkie Collinsa.  Jak na prawdziwą wiktoriańską opowieść grozy przystało nie brakuje tu podstawowych cech czarnego romansu. Jest oczywiście niecny łotr, niewinna dama w opałach i złowrogie zamczysko. Autorka w fantastyczny sposób zbudowała napięcie, które ani na chwilę nie pozwala nam na oderwanie się od czytania. Miło spędziłam czas czytając tą nowelę. Na pewno zachęciła mnie do zapoznania się z całą twórczością Elizabeth Gaskell. Jedynym mankamentem może się okazać ciut archaiczny język, ale mi nie przeszkadzał on aż tak bardzo. Polecam miłośnikom klasycznych opowieści grozy, w których najważniejszą rolę odgrywa klimat i uczucie narastającego niepokoju. Wielbicielom współczesnych krwawych horrorów odradzam czytania, gdyż mogą się poczuć rozczarowani. Jeżeli więc macie ochotę na taką nastrojową historię i nie boicie się klasyki to zachęcam do przeczytania.

środa, 23 lipca 2014

"Kobieta w bieli" - tajemnicza historia według Wilkiego Collinsa


Po przeczytaniu znakomitego "Kamienia Księżycowego" postanowiłam zapoznać się również z pozostałymi dziełami Wilkiego Collinsa. Pisarz, który był bardzo bliskim przyjacielem Charlesa Dickensa napisał w ciągu swego życia aż 30 powieści, z czego w Polsce wydanych zostało jedynie 3! Collins, który był jednym z najbardziej znanych, najbardziej lubianych, a przez pewien czas nawet najlepiej opłacanych wiktoriańskich beletrystów, teraz wydaje się być pogrążony w mroku zapomnienia. Niestety, jak już wcześniej wspomniałam u nas w kraju zdobyć można tylko 3  książki tego autora - "Kamień Księżycowy", który zrecenzowałam tutaj, "Tajemnicę pałacu w Wenecji", która ma niecałe 200 stron i przypomina bardziej przerośnięte opowiadanie, niż powieść z prawdziwego zdarzenia oraz w końcu "Kobietę w bieli", którą po usilnych staraniach również udało mi się zdobyć.

Akcja utworu toczy się w połowie XIX wieku. Młody nauczyciel rysunku, Walter Hartright, zostaje zatrudniony w roli nauczyciela dwóch sióstr Laury Fairlie i Marian Halcombe w dworze Limmeridge. W trakcie swojej podróży spotyka tajemniczą kobietę w bieli. To spotkanie już na zawsze odmienia jego życie.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu mam mieszane uczucia. Sądziłam, że zakończenie będzie bardziej zaskakujące, tak jak to miało miejsce w "Kamieniu Księżycowym". Niestety pod tym względem książka mnie zawiodła. Nie oznacza to jednak, że powieść Collinsa mi się nie spodobała, bo było wręcz przeciwnie. Wydaje mi się tylko, że wszystkie te tajemnice i intrygi, które autor tak skrupulatnie budował na przestrzeni całej historii na końcu zostały potraktowane po macoszemu i zostały wyjaśnione w  zbyt prosty i oczywisty sposób. Potencjał był naprawdę spory, ale widocznie panu Collinsowi zabrakło kreatywności, by go w pełni wykorzystać.

Innym mankamentem są zbyt długie opisy, które mogą troszeczkę pomęczyć, ale taki już czar klasyki.

"Kobieta w bieli" to bardzo obszerna (moje wydanie miało ponad 600 stron małym druczkiem) powieść obyczajowa. Obyczajowa powtarzam, a nie kryminalna jak często jest nazywana. Jest tu co prawda pewna tajemnica, która pojawia się na początku i zostaje wyjaśniona na końcu. Co nie czyni jednak tej książki od razu kryminałem. Mimo wszystko to utwór prekursorski, który miał olbrzymi wpływ na wykształcenie się powyższego gatunku. Na łamach powieści możemy znaleźć, co prawda jeszcze niezbyt rozwinięte, ale mimo wszystko wszelkie podstawowe elementy prozy detektywistycznej. Mówi się również, że Wilkie Collins i jego imitatorzy przenieśli grozę gotyckich powieści z starych Włoskich zamków do ciemnych salonów wiktoriańskiej Anglii. Rzeczywiście klimat tajemnicy i dreszczyk emocji towarzyszą nam już od pierwszej strony. Jednak ostrzegam, że osoby spodziewające się czegoś bardzo mrocznego i mocno przesiąkniętego grozą mogą się poczuć rozczarowane. 


Podobnie jak w "Kamieniu Księżycowym" narracja składa się z opisów poszczególnych postaci. Autor przyznał, że chciał by jego bohaterowie relacjonowali zdarzenia, w których brali udział, podobnie jak czynią świadkowie zeznający w sadzie.

Jak już wspominałam w recenzji do poprzedniej książki Wielkie Collins jest niedoścignionym mistrzem w kreowaniu bohaterów. Opisani barwnie, zachowując się bardzo często w dość specyficzny i niecodzienny sposób są prawdopodobnie największym plusem całej książki.

W tym utworze brytyjskiego pisarza zachwycają dwie osoby: panna Halcombe i hrabia Fosco. Marian Halcombe jest kobietą silną, rezolutną, pomysłową i gotową do poświęceń dla osób, które kocha. Jest to na pewno jedna z najciekawszych postaci kobiecych epoki królowej Wiktorii. Bohaterka ta tak spodobała się ówczesnym czytelnikom, że Wilkie Collins otrzymywał wiele listów od mężczyzn, którzy chcieli poznać jej prawdziwe dane, by się z nią ożenić. Warto nadmienić, że siostra Laury opisana jest jako raczej nieatrakcyjna kobieta. Jeszcze ciekawiej nakreślona została postać hrabiego. Główny czarny bohater nie jest zwykłym typkiem spod ciemnej gwiazdy, ale bardzo ekscentryczną osobą. Jest sprytny, inteligentny, spokojny, sympatyczny, opanowany i kocha zwierzęta, szczególnie swoje białe myszy. Bohaterowie tej książki zrobili furorę wśród brytyjskiej społeczności. Rodzice lubiący głównego bohatera nadawali swoim dzieciom imię Walter. Główny czarny charakter był również uwielbiany. Fosco stało się ulubioną nazwą dla kotów - a kilka lat później - pseudonimem Oscara Wilde.

Podsumowując "Kobieta w bieli" to ciekawa i wciągająca wiktoriańska powieść zwracająca uwagę na los kobiet tamtej epoki. To utwór napisany pięknym językiem wymagający cierpliwości i sporej ilości czasu. Historia trzyma w napięciu, a niespodziewane zwroty akcji co rusz nas zaskakują. To pozycja dla miłośników starych książek. Nie mogę jej polecić każdemu, gdyż zdaję sobie sprawę, że dla co po niektórych przebrnięcie przez nią mogło by być drogą przez mękę. Mi się podobała. Lubię prozę Wilkiego Collinsa i klimat XIX wieku. Czytanie zajęło mi nieco ponad 2 tygodnie. I żałuję, że tak szybko skończyłam, bo nie prędko będę mogła znów przeczytać coś tego autora. A tak na zakończenie dodam jeszcze jako ciekawostkę, że autor był tak dumny ze swojego dzieła, że kazał je sobie wyryć na nagrobku.








wtorek, 22 lipca 2014

"Rękopis znaleziony w Saragossie" - czyli cudze chwalicie, swego nie znacie.


"Rękopis znaleziony w Saragossie" to znakomita powieść Jana Potockiego. Autor pisał ją od lat 90 XVIII wieku, a ukończył niedługo przed swoją śmiercią. Książka napisana została w języku francuskim, a przekładu na język polski dokonał w 1847 roku Edmund Chojecki. Dzieło polskiego arystokraty zbudowane jest za pomocą kompozycji szkatułkowej. Akcja utworu rozgrywa się w przeciągu 66 dni.

Jan Potocki to bardzo barwna postać. Oprócz literatury interesowały go też podróże, polityka i historia. Był publicystą, etnografem, pierwszym polskim archeologiem, kawalerem maltańskim zaszczyconym Krzyżem Dievotionis. Urodził się w rodzinie magnackiej. Naukę pobierał za granicą. W 1783 roku  poślubił Julię Lubomirską. Był posłem na Sejm Czteroletni i działaczem obozu reform. W roku 1815 trawiony melancholią popełnił samobójstwo. Wszystkie swoje utwory napisał w języku francuskim, podobno niezbyt dobrze znał polski.


Legenda głosi, że gdy żona Potockiego chorowała jej mąż, by ją zabawić czytał jej Baśnie 1000 i jednej nocy. A gdy ta książką się skończyła zaczął snuć własne opowieści. Tak właśnie powstał "Rękopis...".

Akcja książki rozgrywa sie w hiszpańskiej Andaluzji w 1739 roku. Główny bohater Alfons van Worden, młody kapitan gwardii walońskiej spędza noc w zjeździe Venta Quemada, co staje się początkiem dla niespodziewanych wydarzeń jakich będzie uczestnikiem.

Jeżeli chcesz odbyć podróż w czasie do krain baśniowych, w których granica między jawą a snem jest bardzo cienka, to książka idealna dla ciebie. 

Jan Potocki stworzył powieść wielowątkową i wielogłosową. Na jej łamach poznajemy ciekawe historie i barwnie opisanych bohaterów. Z pozoru może nam się wydawać, że wszystkie te opowieści nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak pod koniec zazębiają się w jedną całość.

"Rękopis..." to mieszanina powieści awanturniczej, powiastki filozoficznej i romansu grozy. Historia oscyluje wokół spisku Gomelezów, którego ofiarą pada młody kapitan gwardii walońskiej. Przeżywa on w czasie swojej podróży niesamowite przygody, które wyryją piętno na jego przyszłości.

Powieść polskiego autora obfituje w nadzwyczajne wątki. W książce aż roi się bowiem od duchów, znikających wisielców, tajemniczych księżniczek, inkwizycji, kabalistów, a wszystko to okraszone ironicznym uwagami autora.

Jednak dzieło Potockiego to nie tylko kawał dobrej rozrywki spod znaku płaszcza i szpady, ale też opowieść dająca wiele do myślenia. Polski szlachcic wplótł w fabułę "Rękopisu..." swoje przemyślenia dotyczące religii, sensu życia, a także skrytykował kodeks honorowy jaki obowiązywał w tamtych czasach - zwłaszcza pojedynki.

Podsumowując "Rękopis znaleziony w Saragossie" to książka obszerna, nowatorska napisana w ciekawy i intrygujący sposób. Pozycja dla ludzi mających dobrą pamięć i sporo czasu do poświęcenia. Stanowczo odradzam robienia sobie długich przerw w trakcie czytania, gdyż można się nie połapać w tych wszystkich skomplikowanych wątkach. Mnie ta powieść oczarowała i jestem zadowolona, że poświęciłam na jej przeczytanie sporo czasu, bo na pewno nie były to dni stracone. 

Całą książkę można przeczytać online tu ---> klik

A audiobooka wysłuchać można tu ---> klik






piątek, 18 lipca 2014

"Lokatorka Wildfell Hall " - feministyczna powieść Anne Bronte

" - To szaleństwo mnie zabije!
- Nie uwolnisz się od niego (...) - to rzeczywistość "

"Lokatorka Wildfell Hall" to powieść angielskiej pisarki Anne Bronte powstała w 1848 roku. To moje drugie spotkanie z twórczością sióstr Bronte. Wcześniej miałam przyjemność przeczytać "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte, które bardzo mi się spodobały i zachęciły do zapoznania się również z twórczością pozostałych sióstr.

Autorka opowiada historię Helen Graham, tajemniczej wdowy,  której pojawienie się w opuszczonym dworze Wildfell Hall wywołuje huragan plotek wśród okoliczne ludności. Okazuje się, że kobieta skrywa mroczny sekret. Jaki to sekret musicie doczytać już sami.


Książka oczarowuje nas od początku wykwintnym językiem. Pani Bronte pisze w sposób lekki, przyjemny a jej uwagi są celne i trafne. To prawdziwa mistrzyni pióra! Bardzo mnie dziwi, że jej utwory są w naszym kraju tak mało znane. Dzieło najmłodszej ze sióstr ma budowę szkatułkową - w jednej historii ukryta jest druga. Pisarka zastosowała różne formy narracji (list, pamiętnik).

"Zresztą śmiech i łzy to dla mnie jedno i to samo: często płaczę ze szczęścia i uśmiecham się, gdy ogarnia mnie przygnębienie"

Powieść Anne Bronte to prawdziwa gratka dla miłośników klimatu XIX wiecznej Anglii. Mamy tu bowiem wszystko - duże wiejskie posiadłości, eleganckie damy, szlachetnych dżentelmenów i surowe zasady  towarzyskie tak charakterystyczne dla epoki królowej Wiktorii. Ale to wszystko tylko pozór. Autorka daje nam wgląd w mniej sielską rzeczywistość epoki wiktoriańskiej, niż ta do której przywykliśmy. Pod fasadą  dobrych manier i uprzejmości ukryte są ludzkie dramaty. Tutaj romantyczne patrzenie na świat zostaje zastąpione przez realistyczne podejście do życia.

Autorka wyprzedza swoją epokę. W swoich utworach obnaża niesprawiedliwość z jaką były traktowane kobiety w tamtych czasach. Wtedy żona należała tylko i wyłącznie do męża. Nie mogła mieć własnego majątku ani sama o sobie decydować. Jej życie było całkowicie uzależnione od decyzji jej małżonka.

"Lokatorka Wildfell Hall" to gorzka lektura z której mamy wynieść pouczające wnioski. Uznana została za pierwszą powieść feministyczną, gdyż w tamtych czasach postępowanie jakiego dopuściła się bohaterka było niedopuszczalne. Nam jednak oburzenie jakie towarzyszyło wtedy treści tej książki może się wydać dziwne, ponieważ przywykliśmy juz do znacznie gorszych rzeczy.

Początek jest trudny, jak to zawsze w przypadku klasyki bywa. Jednak gdy się wejdzie głębiej w całą historie nie można się oderwać od czytania, a gdy już przewrócimy ostatnią stronę czujemy pustkę i tęsknotę za tamtym światem.  Anne Bronte stworzyła historię porywającą i dającą wiele do myślenia. To dzieło ponadczasowe. Warte przeczytania.


wtorek, 15 lipca 2014

Księżycowy Kamień - czyli o pierwszej powieści detektywistycznej



Fanką kryminałów jestem od dawna. Przeczytałam ich już naprawdę sporo. W końcu postanowiłam zapoznać się z utworami, które określiły podstawy i zasady prozy detektywistycznej. Tak w moje ręce trafiła książka Wilkiego Collinsa "Księżycowy Kamień". Było to moje pierwsze spotkanie z prozą brytyjskiego pisarza i muszę przyznać spotkanie nad wyraz udane. Jestem naprawdę zachwycona tą książką!  Ale po kolei...

Akcja utworu toczy się w XIX wieku. Młoda Angielka - Rachel Verinder dostaje podczas swoich 18 urodzin diament zapisany jej w spadku przez wujka. Na klejnocie rzekomo ciąży klątwa. Dziewczyna nie zważając na przesądy nosi kryształ podczas przyjęcia urodzinowego. Następnego dnia okazuje się, że w nocy diament został wykradziony. Rozpoczyna się emocjonujące śledztwo.

Co więc sprawiło, że jestem tak mocno zafascynowana Księżycowym Kamieniem?  Na pewno styl w jakim jest napisany. Pan Collins posługuje się bogatym i wysmakowanym językiem XIX wiecznej Anglii, którego próżno szukać we współczesnych powieściach,  a który nadaje książce wiele uroku. Dialogi zostały napisane w ciekawy i inteligentny sposób. Opisy, co prawda niekiedy ciut przydługawe są potrzebne, by zrozumieć całą tą zagmatwaną historię. Autor doskonale poradził sobie również z budowaniem napięcia. Na każdej stronie czytelnik jest zaskakiwany nowymi okolicznościami, które zamiast nas przybliżyć do rozwiązania jeszcze bardziej gmatwają całą sprawę. Spodobało mi się również to, że pisarzowi udało się mnie przechytrzyć i do samego końca nie odgadłam zagadki zniknięcia diamentu.

Jedyną wadą tej książki jest zbyt długi początek. Naprawdę mocno się wynudziłam zanim doszło do dnia kradzieży księżycowego kamienia. Ale warto było się trochę pomęczyć, gdyż dalsza część w pełni rekompensuje słaby początek.

Historię poznajemy dzięki chronologicznie ułożonym relacją świadków wydarzeń. Był to zabieg na prawdę dobrze przemyślany, gdyż dzięki temu możemy spojrzeć na wszystkie wydarzenia z różnych punktów widzenia. Każdy bohater pisze w swoim specyficznym stylu. Co tylko mnie utwierdziło w przekonaniu jak dużym talentem był obdarzony autor.

Wilkie Collins jest też w mistrzem w kreowaniu bohaterów. W książce nie brakuje interesujących i barwnie opisanych postaci. Prym tu wiedzie bezsprzecznie panna Clark,  która pragnie wszystkich nawracać poprzez rozdawanie ludziom swoich religijnych broszurek. Na uwagę zasługuje też stary, poczciwy Betteredge,  który od początku jest mocno zaangażowany w prowadzone dochodzenie, a gdy trapią go jakieś wątpliwości szuka porady w swojej ulubionej powieści - Robinsonie Crusoe. Istotną rolę odgrywają także służący, którzy sportretowani zostali jako oddani i wierni członkowie rodziny.

Kamień Księżycowy to porywająca i wciągająca wielowątkowa opowieść, w której obok intrygi kryminalnej występuje  rozbudowany wątek obyczajowy. Jest też dokładnym opisem Anglii epoki królowej Wiktorii, norm i obyczajów jakie wówczas panowały.

Komu mogę polecić? Na pewno miłośnikom starych powieści i tym, którzy podobnie jak ja chcą się przekonać jakie były początki tak popularnego gatunku jakim jest teraz niewątpliwe kryminał. Do przeczytania tej obszernej księgi niezbędna jest cierpliwość i wytrwałość, dlatego odradzam czytanie ludzią przyzwyczajonym do współczesnych utworów sensacyjnych, w których wszystkie wydarzenia następują po sobie w błyskawicznym tempie.