sobota, 10 października 2015

Hitchcock: "Okno na podwórze"


 


 
"- Czego tam wypatrujesz ?!
- Chcę się dowiedzieć, co się stało z żoną komiwojażera.
  Czy to znaczy, że jestem wariatem ?"
 

Alfred Hitchcock nazwisko znane chyba każdemu kinomanowi. Mistrz suspensu i napięcia. Człowiek legenda, którego produkcje mimo upływu lat wciąż znajdują całe mnóstwo widzów. Którzy do dziś dnia dają się  mu wodzić za nos. Jego wielki wkład w rozwój kinematografii jest nie do ocenienia. Bez niego współczesne filmy kryminalne, thrillery i horrory nie wyglądały by tak jak obecnie. Stopniowo zapoznając się z jego dorobkiem obejrzałam jeden z najsłynniejszych obrazów brytyjskiego reżysera "Okno na podwórze".
 
 
 
Jest to siedemnasty film w dorobku artysty nakręcony w Ameryce. Powstał w roku 1954 na podstawie opowiadania Cornella Woolricha. Za ten fil Alfred Hitchcock został nominowany do Oscara, jednakże statuetki nie zdobył.










Opis:
 
L.B. Jefferies (James Stewart), znany fotograf, po wypadku ma złamaną nogę i jest unieruchomiony w swoim mieszkaniu. Jedynymi osobami, jakie go odwiedzają, jest jego dziewczyna, Lisa (Grace Kelly) i Stella (Thelma Ritter), pielęgniarka, która pomaga mu wrócić do zdrowia. Mężczyzna z nudów zaczyna poglądać swoich sąsiadów. Pewnego dnia staje się świadkiem dziwnego zachowania jednego z sąsiadów, Larsa Thorwalda (Raymond Burr) i nabiera przekonania, że mężczyzna zamordował swoją żonę. Decyduje się rozwiązać zagadkę. Ponieważ sam nie może nic zrobić, pomagają mu Lisa, Stella i znajomy policjant.


 
 
 
Podchodziłam do tego filmu nie powiem z dużymi oczekiwaniami. No bo taki klasyk, bo mistrzowski Hitchcock i wszelkie rankingi sugerujące, że to jeden z jego najlepszych obrazów. Na szczęście nie zawiodłam i po raz kolejny otrzymałam kawał świetnej rozrywki. Reżyser znany z zamiłowania do odważnych pomysłów postanowił tym razem umieścić akcję w jednym pomieszczeniu, z którego główny bohater podgląda ludzi zamieszkujących sąsiednie mieszkania. Pomysł wydać by się mogło karkołomny i niektórzy mogą już zacząć kręcić nosem uważając, że nie może być nic interesującego w tym ponad dwugodzinnym seansie. Nie, na pewno na brak napięcia nie możemy narzekać. Stary, dobry Hitch już dobrze wiedział jak dostarczyć nam emocji. Podobnie jak to było w przypadku "Dwunastu gniewnych ludzi", również brytyjskiemu reżyserowi udało się wprost niezwykły sposób wybronić i udowodnić, że jeśli tylko ma się wystarczający talent można zrobić film w każdych warunkach.
 



 
"Okno na podwórze" to doskonały thriller grający na napięciu widza do samego końca, i co z tego, że mordercę znamy od samego początku, bo nie intryga kryminalna i związana z nią zagadka grają tu pierwsze skrzypce. To charakterystyczny suspens, poczucie ciągłego zagrożenia i niepewności hipnotyzują widza, niepozwalając mu oderwać oczu od ekranu ani na chwilkę. Ważną rolę odgrywa również klimat amerykańskiego miasta z lat pięćdziesiątych, tętniącego życiem, pełnego barów i restauracji.  Wyjątkowa jest także moim zdaniem rola jaką odgrywa widz, wraz z Jeffem staje się on podglądaczem - obserwatorem, jakby sam brał udział w rozgrywających się wydarzeniach. Zabieg ten miał zapewne na celu przedstawieniu też tego, czego doświadczamy chodząc do kina. Siedzimy w ciemnym pomieszczeniu i obserwujemy czyjeś prywatne życie.
 





 
 
 
 
 
Hitchcock podobno twierdził, że tym co jest dla niego najważniejsze podczas robienia filmu jest wywoływanie napięcia w widzu, a aktorstwo ma drugorzędne znaczenie. Paradoksalnie jednak w jego produkcjach nie brakuje fantastycznych aktorów. Tak jest też w tym przypadku. Jeśli mam być szczera, to sądzę że właśnie kreacje aktorskie są największą zaletą "Okna...". Nieziemski James Stewart i olśniewająca Grace Kelly tworzą na ekranie intrygującą parę. W ich grze nie dopatrzymy się ani odrobiny fałszu. Stewart doskonale wcielił się w wracającego do zdrowia fotografa, który spędza czas na zabawę w podglądacza-detektywa. Jest on postacią sympatyczną, a oglądający z łatwością mogą się z nim identyfikować. Jednak całą uwagę przykuwa zjawiskowa Grace Kelly w roli Lisy Fremont. Nie tylko piękna i nieziemsko ubrana, ale również diabelsko uzdolniona. Jej bohaterka jako jedyna podejmuje prawdziwe działania, a przez to jest najbardziej narażona na niebezpieczeństwo. Jedna ze słynnych zimnych blondynek Hitchcocka.
 
 
 
 
Seans uważam za niezwykle udany. Zdecydowanie polecam ten film miłośnikom thrillerów pełnych napięcia i humoru. Myślę, że jest to propozycja idealnie nadająca się na chłodne jesienne wieczory. Klasyka w najlepszym wydaniu.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Dane szczegółowe:
 
gatunek:   psychologiczny, dreszczowiec
produkcja:   USA
premiera:  1 sierpnia 1954
reżyseria: Alfred Hitchcok
scenariusz: John Michael Hayes
obsada: James Stewart, Grace Kelly, Wendell Corey, Thelma Ritter

18 komentarzy:

  1. Chętnie obejrzę :) Byle nie w nocy xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie w nocy ogląda się najlepiej ;-)

      Usuń
  2. Już od dawna mam w planach zapoznane sie z całą twórczością Hitchocka, ale jak to zwykle w życiu bywa zawsze brakuje mi na to czasu.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w końcu uda Ci się znaleźć trochę czasu, bo myślę, że niektóre z jego filmów mogą przypaść Ci do gustu. No początek proponuję słynną "Psychozę" - doskonały horror ;-)

      Usuń
  3. Ostatnio brakuje mi czasu na oglądanie filmów, ale jeśli uda mi się znaleźć wolną chwilę, to na pewno obejrzę, bo planuję to zrobić już od dawna ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  4. Znakomity film! Stewart i Kelly - to byli aktorzy zasłygujący na miano prawdziwych gwiazd!

    OdpowiedzUsuń
  5. przypomniałaś mi o tym filmie :) radośnie do niego wrócę, gdyż uwielbiam takie kino,
    tę enigmatyczność i teatralność formy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wprost wstyd przyznać, ale nigdy nie oglądałam filmu Hitchocka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie może pora to nadrobić ;-)

      Usuń
  7. Nie oglądałam, nawet mi nigdzie nie mignął, ale ostatnio jakoś nie narzekam na nadmiar filmów do oglądania, więc przedyskutuję z chłopakiem tę propozycję :):)

    OdpowiedzUsuń